Oczekiwany gość


Autor: C. H. Spurgeon


„A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała Marię, i przywołała swoją siostrę po kryjomu, mówiąc: Mistrz tu jest i wzywa cię. A ta, skoro to usłyszała, wstała szybko i udała się do niego. A Jezus jeszcze nie przyszedł do miasteczka, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie spotkała go Marta. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, ujrzawszy, że Maria pośpiesznie wstała i wyszła, udali się za nią, powiadając: Zmierza do grobu, by tam płakać. Lecz gdy Maria przyszła tam, gdzie był Jezus i ujrzała go, upadła mu do nóg, mówiąc do niego: Panie, gdybyś tu był, brat mój nie umarłby.” – Jana 11,28-32.
Wydaje się, że Marta usłyszała o nadejściu Chrystusa, Maria zaś nie. Stąd też Marta szybko powstała i wyszła na spotkanie z Mistrzem, natomiast Maria nadal przebywała w domu. Możemy z tego wysnuć wniosek, że prawdziwi wierzący, z jakiegoś nie wyjaśnionego powodu, mogą jednocześnie posiadać różny stan ducha. Marta mogła usłyszeć o Panu i ujrzeć Go; Maria zaś, posiadając równie miłujące serce, nie wiedząc o Jego obecności, mogła tym samym stracić przywilej bycia przy Nim. Któż powie, że Marta był lepsza od Marii? Któż skarci jedną, a pochwali drugą? Otóż, umiłowani, możecie dziś wieczorem, jakkolwiek szczerze wierzycie w Jezusa, być w różnym stanie. Być może znajdę tutaj Martę, dla której szczęściem jest przebywanie w głębokiej społeczności z Chrystusem. Właśnie poszłaś do Niego i opowiedziałaś Mu o swym zmartwieniu: być może usłyszałaś Jego odpowiedź na twoją historię, możliwe też, że potrafiłaś przez wiarę powiedzieć – „Wierzę, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym, który miał przyjść na świat”; możliwe również, że jesteś wypełniona pokojem i radością. Z drugiej strony, siedząc nieopodal, możesz być osobą tak samo miłosierną, a jednak nie jesteś w stanie zrobić nic jak tylko wydać okrzyk: „Och! Wiedziałam gdzie mogłam Go znaleźć, mogłam przyjść nawet do miejsca, gdzie przebywa!”. Droga Marto, nie potępiaj Marii. Droga Mario, nie potępiaj się sama. Marto, bądź gotowa podzielić się z Marią słowem pociechy. Mario, bądź gotowa przyjąć to słowo, a następnie będąc mu posłuszna, szybko powstać i naśladując swą siostrę, pobiec i rzucić się, jak ona, do stóp Zbawiciela. Nie mogę powiedzieć, że nie jestem prawdziwym dzieckiem Bożym, ponieważ nie posiadam tyle radości, co mój brat. Dzieci w twoim domu są jednakowo dziećmi, chociaż jedno jest bardziej, a inne mniej wyrośnięte, i wszystkie są dla ciebie tak samo drogie, chociaż jedno jest zdrowe, a inne chorowite – chociaż jedno szybko uczy się nowych literek, a drugie jest kiepskim uczniem. Miłości Chrystusowej względem nas nie mierzy się wedle naszych osiągnięć czy uwarunkowań. On kocha bez względu na wszystko. Jezus miłował Martę, Marię i Łazarza. On kocha wszystkich, którzy są Jego, nikomu z nich nie wolno osądzać Go wedle własnych odczuć, ani mierzyć Jego miłości wedle odczucia własnego pragnienia miłości. Ufając, że Pan pobłogosławi to Słowo nam, którzyśmy Jego ludem, będę pragnął opowiedzieć o dwóch rzeczach – o odwiedzinach Mistrza oraz o odwiedzinach u Mistrza.

NAJPIERW ODWIEDZINY MISTRZA.
Marta przybiegła i rzekła do Marii: „Mistrz przybył” – lub jak naprawdę moglibyśmy to przeczytać: „Mistrz jest tutaj i wzywa cię”. „Mistrz przybył”. „Mistrz jest tutaj”. Przyjaciele drodzy, wy, którzy w tej właśnie chwili nie posiadacie społeczności z Chrystusem, i której z czułością możecie pragnąć, pozwólcie, że szepnę wam coś do ucha: „Mistrz jest tutaj! Mistrz tu jest!”. Nie możemy przechodzić obok i szeptać o tym sekretnie, jak uczyniła to Marta, lecz musimy przyjąć to poselstwo, każdy do swego serca – „Mistrz jest tutaj”.
On jest tutaj, gdyż zazwyczaj jest tam, gdzie zwiastuje się Jego słowo ze szczerym sercem. Zazwyczaj jest tam, gdziekolwiek święci zgromadzają się w Jego imieniu. Jesteśmy w posiadaniu Jego drogocennego słowa – najlepszej obietnicy, jaką możemy mieć – „Oto jestem z wami aż do skończenia świata”. Spotkaliśmy się w Jego imieniu, spotkaliśmy się, aby Go uczcić, aby zwiastować Jego ewangelię; i Mistrz jest tutaj. Mamy pewność, że On tu jest, gdyż zawsze dotrzymuje swego słowa; obietnica Jego nigdy nie zawodzi.
On jest tutaj, ponieważ niektórzy z nas odczuwają Jego obecność. Gdyby Maria spytała Martę: „Skąd wiesz, że Mistrz przybył?”, usłyszałaby odpowiedź: „Przecież mówiłam do Niego, a On mówił do mnie”. Cóż, zapewne niektórzy z nas mogą powiedzieć: „On przemówił do nas”. Czy nie słyszeliśmy, jak On przemawiał, kiedy dopiero co zaśpiewaliśmy ten hymn?

„Boże mój, źródło mej wszelkiej radości,
Życie mych rozkoszy,
Chwało moich świetlanych dni,
Pociecho mych nocy.”

Czy nie dostrzegliśmy tego, jak znajdował się blisko niektórych z nas, kiedy śpiewaliśmy:

„Och! Spójrz jak Jezus powierza siebie
Naszej dziecięcej miłości,
Jak gdyby dzięki swemu obejściu z nami
Pragnął dowieść naszej szczerości”?

Ja mogłem to dostrzec, choć być może tylko sam; mogę zaświadczyć wam, którzy wzdychacie za Jego obecnością: „Mistrz jest tutaj”.
Znak Jego obecności na tym miejscu nie może ulegać wątpliwości tylko dlatego, że jak dotąd go nie rozpoznałeś, ponieważ dany fakt nie jest zależny od tego, na ile go poznaliśmy, mimo że w ten sposób nasza wygoda może w istotny sposób ucierpieć. Mistrz był w Betanii, chociaż Maria nie przeczuwała dobrej wieści; Maria siedziała, jej oczy były czerwone od łez, a jej cała dusza pogrążona była w smutku za swoim bratem, Łazarzem. Jednak Jezus mimo wszystko się tam znajdował. Odnieś ten przykład do siebie; chociaż mogłeś dziś przyjść obarczony troskami z całego tygodnia – chociaż siedząc tutaj, czujesz, jak myśl o tym, co się wydarzy jutro wprawia cię w depresję – chociaż pewna słabość ciała przygniata cię, kiedy wznosisz swego ducha ku Bogu; jednakże to wszystko nie zmienia faktu. „Mistrz przybył”; Mistrz jest tutaj. Och! Maria wzdychała: „Gdyby tylko był tu Chrystus! Och! Gdyby tylko Chrystus przyszedł!” A On tam przecież był! Być może powiadasz: „Och! Żeby On był blisko mnie!”. Nie wiesz, podobnie jak Maria Magdalena, że On przebywa w tym ogrodzie. Pytasz: „Gdzie położyliście Jego?”. Gdy twa radość i pokój wydają się dla ciebie być czymś abstrakcyjnym, oto On, którego nieobecność opłakujesz, stoi właśnie przed tobą. Och! Oby On otworzył ci oczy, lub raczej twoje serce, zwracając się do ciebie: „Mario!”. Pozwól Mu wypowiedzieć jedno właściwe słowo skierowane do ciebie osobiście, a wówczas odpowiesz z radością: „Rabbuni!”. Mistrz przybył na to miejsce, chociaż ty jak dotąd Go nie dostrzegłeś.
Słowo „Mistrz” posiada słodkie brzmienie. On jest Mistrzem. On, który przybył, jest Panem ziemi. Jakie są twe troski? On może je uśmierzyć. Jakie są twe problemy? On może je przezwyciężyć, zmieść z twojej drogi. Mistrz przybył. „Zrzuć swój ciężar na Pana: On cię podtrzyma”. On jest Panem piekła. Czy dręczą cię zawzięte pokusy i okropne insynuacje arcydiabła? Pan przybył. Och! Wznieś swą głowę, o ty, pojmana córko Syjonu, gdyż zerwane są twe rzemienie. Ten, kto je zrywa, ukaże się przed Izraelem; jego król przejdzie przed nim, Pan zaś na jego czele. Ten, który przybył, to nie jakiś sługa, lecz sam prawowity, królewski Mistrz. Mistrz przybył. Co z tego, że twoje serce wydaje się teraz tak zimne jak kamień, a twój duch przygnębiony? Co z tego, że śmierć ustawiła w twej piersi monumentalny tron? Pan przybył, Jego obecność może rozpuścić lód, rozkruszyć skałę, przynieść ci wszelką łaskę Ducha i wszelkie błogosławieństwo niebios, których być może pożąda twa dusza. „Mistrz przybył” – czy to nie dotyka głębi twej duszy i nie rozpala twych namiętności? Czyim jest On Panem, jak nie twoim osobistym Mistrzem? I to jakim Mistrzem! Nie żadnym tyranem, panem niewolników, lecz Mistrzem, którego absolutna władza wzbudza w tobie błogą ufność; gdyż On wiąże cię więzami miłości, oraz ściąga powrozami rodzaju ludzkiego. Istotnie, On jest Mistrzem! Tak, Panem i jedynym Mistrzem najgłębszej części twej duszy, o ile byłbyś takim, jakim we własnym mniemaniu jesteś; Mistrzem, którego berłem była trzcina, jaką nosił On w swej dłoni, gdy dla ciebie został uczyniony obiektem wzgardy i pośmiewiska; Mistrzem, którego korona spleciona została z cierni, i którą nosił za twoje grzechy, kiedy dokonał twego odkupienia. Twój Mistrz. Nie nazwiesz Go już więcej Baali (Pan mój), lecz Jego imię będzie brzmiało Iszi (Mąż mój) .On jest jedynym Mistrzem, w tym samym znaczeniu co kochający mąż jest panem domu. Miłość wywyższa Go, gdyż On jest Mistrzem odnośnie sztuki miłości, dlatego więc jest Panem naszych kochających serc. O, jak słodko brzmi zwrot „mój Mistrz”! „Mój Mistrz”. Och, jeśli by nic więcej nie mogło nas poruszyć, abyśmy wstali i wybiegli Mu na spotkanie, niechże będzie to brzmienie tego błogosławionego słowa: „Mistrz jest tutaj: Mistrz przybył”.
Jednakże Marta dodała – a jest to bardzo ważny dodatek (oby Duch Święty uczynił z niego użytek w twym sercu) – „i wzywa cię”. „Czy jednak jest to prawda?”, ktoś zapyta; „czy On wzywa właśnie mnie?”. Drogi bracie i droga siostro, wiem, że kiedy powiem, iż On was wzywa, to nie będę przemawiał bez Jego nakazu, ponieważ kiedy On przybywa do zboru, wzywa każdego, kto do Niego należy. On przemawia i mówi do wszystkich, których miłuje: „Powstańcie, moi umiłowani i sprawiedliwi, i wyjdźcie”. Wiem, że On daje wezwanie, ponieważ miłość zawsze raduje się ze społeczności z kimś, kogo miłuje. Jezus ukochał cię od założenia świata. Od wieków radował się synami ludzkimi. On tak cię umiłował, iż nie mógł bez ciebie pozostać w niebiosach, przeto przybył tu, aby cię odszukać i zbawić. Teraz zaś jego serce doznaje radości, gdyż jest blisko ciebie. On powiedział: „Pozwól Mi usłyszeć twój głos; pozwól Mi ujrzeć twoją twarz: gdyż głos twój brzmi słodko, a oblicze twe jest urodziwe”. Powiadam ci, Chrystus zstąpił z nieba, by usłyszeć głos swego ludu. Z tego powodu opuścił niebo – aby udzielić ludowi głosu, który mógłby Go uwielbić. Czy sądzisz, że On cię tak ukochał i będzie żył bez ciebie? Nie, On ciebie wzywa.
Czymże w istocie jest Jego Słowo, całe Słowo, jak nie wezwaniem skierowanym do Jego umiłowanych, aby do Niego przyszli? Czymże jest każdy dzień Sabatu, jak nie wezwaniem, w którym zawarte jest wołanie: „Wyjdźcie! Wyjdźcie, umiłowani moi, ze zgiełku i gwaru miasta, a przyjdźcie na zaciszne miejsce, gdzie owce moje mogą spoczywać i karmić się”? Czymże są twoje kłopoty, jak nie wezwaniem skierowanym do ciebie, i poprzez które – choć z pewną szorstkością, jak ci się wydaje, a w rzeczywistości przepojone głęboką miłością – powiada On: „Umiłowany, odsuń od siebie wszelkie radości ziemskie, aby całkowicie odnaleźć się we Mnie”? Czymże jest Komunia Wieczerzy Pańskiej, jak nie kolejnym wezwaniem skierowanym do ciebie: „Przyjdź do mnie”? Chleb, który będziesz spożywać, oraz wino, które będziesz pić, to wszystko jest dla ciebie; wezwanie jakie zawarte jest w tych symbolach, skierowane jest do każdego. Mistrz jest tutaj i wzywa cię – wzywa każdego. „Och! ależ – ”, powiada Maria, „oczy me czerwone są od płaczu”. On cię wzywa, ty, która cierpisz ze zmartwienia. „Oj, przez cały tydzień żyłem beztrosko i zapomniałem o Nim”. On wzywa cię właśnie, aby móc na nowo ciebie oczyścić. „Ach, przecież zaparłem się Jego”. A cóż On powiada? – „Idź, powiedz mym uczniom oraz Piotrowi”. Jezus wzywa cię, aby móc ponownie ci przebaczyć a także rzec tobie: „Szymonie, synu Jonasza, miłujesz mnie?”. Nieważne, kim jesteś, jeśli należysz do Jego ludu, to wiedz, że Mistrz przybył i wzywa cię. „Ale dlaczego”, ktoś zapyta, „wszak żaden chrześcijanin już długo ze mną nie rozmawiał”. Jednakże Mistrz wzywa cię. „Ale tak bardzo czuję się samotny w tej wielkiej metropolii, i chociaż znam mego Mistrza, to jednak nie znam nikogo z Jego uczniów”. Nie zważaj teraz na Jego uczniów: „Mistrz przybył i wzywa cię”. „Oj, sądzę jednak, że jeśli należę do Jego ludu, to muszę znajdować się na samym końcu listy, jako ostatni ze wszystkich”. On cię wzywa – właśnie ciebie. Och! Niechaj słowo to wykona swą pracę, niechaj każdy odczuje w swym sercu: „Jeśli On mnie wzywa, tedy wiem, że w tym wezwaniu znajduje się łaskawość, taka cudowna wyrozumiałość względem mej słabości, oraz uszanowanie mego oddalenia i słabej pamięci, tak więc nie będę już dłużej się włóczyć. Czy Mistrz przybył? Oto jestem przygotowany na spotkanie z Nim. Czy Mistrz mnie wzywa? Oto duch mój odpowiada: ‘Przyjdź Mistrzu, wrota mego serca są szeroko rozwarte. Przyjdź i zasiądź na tronie mego serca. Wejdź weń i wieczerzaj ze mną, ja zaś z Tobą. Spraw, aby nastał wspaniały czas intymnej społeczności między mą duszą a jej Panem”.
Zwrócimy się teraz do drugiej części kazania:

ODWIEDZINY U MISTRZA
Pamiętajmy o właściwej kolejności. Nigdy nie przychodzimy do Chrystusa, dopóki Chrystus nie przyjdzie do nas. „Pociągnij mnie: pośpieszę za Tobą”. Taki jest porządek, nie zaś: „Pośpieszymy za Tobą: Panie, pociągnij nas”. W żadnym przypadku tak nie jest. Kiedy jakaś dusza śpiewa, podobnie jak my to teraz czynimy: –
„Choćbyś pociągał tysiące razy,
Och! Pociągnij mnie raz jeszcze”

– to wiedzcie, umiłowani, On tedy nas pociąga. Kiedy modlimy się o to pociągnięcie, to pociągani jesteśmy przez cały czas.
Zauważcie, jak zareagowała Maria na odwiedziny Pana. Szybko powstała. Ruszyła z miejsca. Och! Niech każdy z nas powie: „Czy Pan mnie wezwał? Dlaczego choćby na małą chwilę miałbym marudzić i się ociągać? Powstanę w tym samym momencie; powiem: ‘Panie mój, przychodzę do Ciebie. Ty mnie wezwałeś i oto jestem”. Och! Tylko łaska może strząsnąć smutek, który sprawia, że serce wciąż się znajduje w stanie zasiedziałości! Ukochany brat Marii został dopiero co złożony do grobu, lecz ona szybko powstała, aby wyjść na spotkanie swemu Mistrzowi. Droga matko, zapomnij na chwilę o tym, że ukochane dziecię wciąż jeszcze nie zostało pochowane, i nadal leży w domu. Drogi mężu, zapomnij na chwilę o tym, że masz chorą żonę, ku której twe serce w naturalny sposób ciąży. Umiłowani, zapomnijcie teraz o wszystkim, co ostatnio wycierpieliście, lub spodziewacie się wycierpieć, o wszystkim, co utraciliście, lub możecie utracić. Mistrz przybył i wzywa cię. Powstań szybko. Nie pozwól, by te wszystkie rzeczy zmusiły cię do bezczynności ducha, lecz powstań właśnie teraz, i z Jego łaski odstąp od nich. Maria ruszyła z miejsca; ze swojej strony dołożyła wszelkich starań, ażeby nie ociągać się, kiedy padłoby wezwanie Mistrza. Następnie Maria wyszła – jak możemy dostrzec – tak jak stała. Powiedziane jest, że szybko powstała i wyszła: przyszła do Niego. Natychmiast. Wstała i wyszła. Cóż, czy jednak nie powinna ona obmyć swej twarzy? Łzy nie przydają wiele piękna obliczu dziewicy. A jej włosy, w co nie wątpię, z pewnością znajdowały się w nieładzie – czyż nie mogła ich choć trochę ułożyć, a także przygotować swój ubiór, i w ogóle uporządkować się dla Pana? Ach! Ilu z nas ma do czynienia z takim pokuszeniem: „Nie mogę oczekiwać, że będę posiadał społeczność przy stole, wszakże przyszedłem nieprzygotowany”. Bracie, powinieneś przyjść przygotowany, jeśli jednak tak nie jest, powstań szybko i przyjdź do Mistrza tak jak stoisz. Mistrz już przedtem widział łzy na obliczu Marii, ponieważ mógł je odczuć na własnych stopach. Już przedtem widział Marię z rozczochranymi włosami, ponieważ wytarła nimi Jego stopy. Jeśli jesteś w nieładzie, wiedz, że nie po raz pierwszy Chrystus cię takim widzi. Nie sądzę, że miłość matki zależy od oglądania własnego dziecka w ubraniu świątecznym. Zaręczam, że matka niejednokrotnie oglądała je w stanie, jakiego nie życzyłaby nikomu innemu, lecz bynajmniej nie obdarzyła je przez to mniejszą miłością. A więc, przyjdź ty, który jesteś nieprzygotowany. Przyjdź do Tego, który wie, jakim jesteś i w jakim się stanie znajdujesz, a z pewnością cię nie odrzuci; zdobądź się jedynie na odwagę, aby uwierzyć w to, iż kiedy Chrystus wzywa, to Jego wezwanie stanowi nakaz do przyjścia, jakkolwiek kiepscy możemy się sobie wydawać. Och! Spójrz, jak szybko Maria opuściła wszystkich, którzy ją pocieszali, aby przyjść do Chrystusa. W jej domu było wielu Żydów, którzy przybyli, aby ją pocieszyć. Przypuszczam, że czynili to najlepiej, jak potrafili, jednakże ona nie zatrzymała się ze względu na rabina, który miał dokończyć swe elokwentne przemówienie, jak i ze względu na pierwszego uczonego Sanhedrynu, który z kolei próbował zgrabnie zakończyć przypowieść, przez co miał nadzieję, iż oczaruje jej ucho i ukoi żal. Maria właśnie tam i wtedy odeszła wprost do Mistrza. Chciałbym, abyś na chwilę zapomniał o innych pocieszycielach: zapomnij o swoich smutkach jak i radościach: wszystko zostaw ze względu na Niego, niech dusza twa będzie zajęta jedynie twym Wspaniałym Mistrzem, który wzywa ciebie, wszystkie twoje zdolności, emocje, namiętności, twoje całe jestestwo. Odstąp bez wahania, z Jego pomocą, od wszystkiego co by mogło absorbować choćby część twej istoty. Powstań i przybliż się do Niego.
Umiłowani, wydaje się, że Maria sięgając stóp Mistrza, uczyniła wszystko co było możliwe do uczynienia, gdyż powiedziane jest, że upadła do Jego stóp. Ach! Czy pamiętacie, iż niegdyś Maria uklękła przy Jego stopach, kiedy je myła: usiadła też niegdyś przy Jego stopach, słuchając Jego słów; tym razem jednak upadła do Jego stóp. Nie mogła ani uklęknąć, by wyświadczyć Mu usługę, ani usiąść, by oddać Mu cześć jako uczennica. O mało co nie zemdlała, życie odeszło od niej. Upadła do Jego stóp. Nie tyle ważne jest to, czy znajdujesz się u Jego stóp, co raczej to, abyś przed Nim padł na twarz. Och! Umrzeć tam, u Jego stóp – to byłoby prawdziwe życie! Raz jeden dostań się do Jezusa, a będziesz mógł odpowiedzieć, niczym Joab przy ołtarzu, kiedy rzekł do niego Benajasz: „Wyjdź, gdyż król Salomon posłał mnie, żeby pozbawić cię życia”. „Nie wyjdę”, odrzekł Joab, „lecz umrę tutaj”; i tam zginął, przy narożnikach ołtarza. Jeśli musimy umrzeć, niech się to stanie tam, u Jego stóp. Upadnij na twarz do Jego stóp. Umiłowani, jeśli dziś wieczór czujecie, że nie macie sił, by przystąpić do Wieczerzy Pańskiej, nie zważajcie na to: Wieczerza nie wymaga żadnej siły.

„Och! Czymże jest ma siła, którą posiadam?
Siła ma tkwi w tym, kiedy spoczywam u Jego stóp.”

Niektórzy z nas wiedzą, jak niezwykle trudno jest zebrać choćby dwie następujące po sobie myśli – kiedy nie można zrozumieć jakiegoś tekstu lub też uchwycić się danej obietnicy; mimo to moglibyśmy rzec: „Choćby nawet miał mnie zgładzić, to jednak będę w Nim pokładał ufność”; moglibyśmy spoczywać u stóp, które zostały przebite, i czuć słodycz omdlenia u stóp Zbawiciela. Ważne jednak, abyś się tam dostał. Niech twa wola i serce zgodnie kierują się ku Niemu, właśnie teraz, gdyż Mistrz jest tutaj i wzywa cię. Przyjdź, chociaż wówczas zupełnie powinieneś się wyzbyć pragnienia przyjemności, przyjdź i upadnij do Jego stóp. Czyżbym słyszał pośród was kogoś, kto powiada: „Ależ serce me obciążają ponure myśli, jeśli przyjdę do Niego, to sądzę, że nie będę za bardzo potrafił Go uczcić. Niewiele odczuwam miłości, wdzięczności oraz radości. Nie mógłbym wydać słodkiej woni spikanardu ze złamanej przegrody mego serca”. Niechaj i tak będzie, ważne, abyś wydał z siebie to, co w ogóle posiadasz; cóż bowiem uczyniła Maria? Powiedziała – przy czym Mistrz jej nie zbeształ, choć mógł tak uczynić – „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby brat mój”. Och! To było na poły szalone, ponieważ niewiasta wydawała się mówić: „Dlaczego nie było Cię tutaj?”. W takim zachowaniu można doszukiwać się niewiary, jednakże z drugiej strony można w nim dostrzec niesamowitą wiarę – błogie przylgnięcie do Pana. Marta wypowiedziała te same słowa; można z tego wywnioskować, że obie siostry często mówiły do siebie: „Żeby Bóg Mistrz zechciał tu być”. Kiedy brat był bardzo chory i bliski śmierci, siostry mówiły jedna do drugiej: „Och! Gdybyśmy mogły tu sprowadzić Mistrza!”. Takie myśli grasowały w ich sercach. Umiłowani, kiedy znajdujecie się u stóp Jezusa, to o ile posiadacie myśl pełną niewiary, lub coś co w pewnym sensie Go beszta, wylejcie przed Panem swe serca niczym wodę:

„Bądźmy tedy z Nim w szczerej relacji –
Nie bądźmy ociężali, oziębli czy uparci;
Jak gdyby naszym Betlejem mogło być to
Czym niegdyś był Synaj.”

Opowiedzcie Mu o swojej słabości; opowiedzcie Mu o własnych podejrzeniach; opowiedzcie Mu o każdym grzechu, który miał miejsce, i o każdym grzechu, który nie daje wam spokoju. O tym wszystkim Mu opowiedzcie; tam, u Jego stóp, jest czas i miejsce, by o tym opowiedzieć. Wówczas zostaniecie uwolnieni od własnego brzemienia. Umiłowani, wiecie jak Maria uzyskała pocieszenie. Cóż to był dla niej za dzień, kiedy mogła upaść do stóp Chrystusa, wówczas Mistrz zaczął cudownie działać, skutkiem czego Łazarz niebawem powstał z grobu. Tak więc, moi bracia i siostry, umiłowani w Chrystusie, najważniejszą kwestią pozostaje to, abyście mogli przybliżyć się do Jezusa. „Och! Ależ Łazarz nie żyje!” Nie myśl o Łazarzu. Dostań się przed oblicze Jezusa, a On zajmie się Łazarzem. „Och! Ale moje interesy się walą.” Nieważne są twe interesy. Przybliż się do Jezusa. „Och! W moim domu panuje choroba”. Zapomnij na chwilę o chorobie. Jedyną rzeczą, jaką powinieneś się zająć, to przybliżyć się do Jezusa i paść do Jego stóp. „Och! Jednak me własne serce nie jest takie jakie być powinno”. Zapomnij też o swym sercu i pamiętaj o Jezusie; On jest dla ciebie tym wszystkim, czego możesz potrzebować. On to został, przez Boga, uczyniony dla ciebie „mądrością, i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem”; przychodząc pośpiesznie do Niego, zyskasz wszystko, czego zapragniesz. „Ach!”, ktoś powie, „Nie potrafię myśleć o Bogu, albowiem Go nie kocham”. „Ach!”, powie ktoś inny, „Nie potrafię myśleć o Nim, bo chociaż Go nie pokochałem, jednak On mnie ukochał”. Możesz również tak pomyśleć: „Nie mogę myśleć o przyjściu Jezusa, ponieważ nie pokochałem Go tak, jak powinienem”. Ach! Jednak pomyśl o Nim, gdyż On cię kocha. Jego łaska dla ciebie nie zna granic. Niech twoje własne ja odejdzie chwilowo na bok, pamiętaj zaś o „prawdziwej to mowie i w całej pełni godnej przyjęcia, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników”. Przyjdź tedy, zważywszy na to!
Kończąc, chciałbym parę słów skierować do tych, do których to osób dotychczas się nie zwracałem. Możliwe, że na tym miejscu znajdują się osoby, które nigdy dotąd nie zetknęły się z tym poselstwem – „Mistrz przybył i wzywa cię”. Gdyby niniejsze Słowo do nich dotarło, zapewne byłby to pierwszy raz, kiedy je mogli wysłuchać. O serce drogie, modlę się o to, żeby ta wieść dotarła do twego wnętrza, żeby nastały dla ciebie nowe dni. Pan przybył. To pewne. Pan przybył, przybył z tronu chwały na wysokościach do żłobka w stajni, na krzyż i do grobu. Również jest pewne to – myślę, że jest! – iż On cię wzywa. Pozwól, abym podzielił się z tobą tekstem, poprzez który, jak sądzę, kieruje On do ciebie swe wezwanie: „Ja pragnącemu dam darmo ze źródła wody żywota”. „Każdy, kto wierzy w Pana Jezusa Chrystusa, zbawiony będzie”. Czyż Pan nie wzywa cię również poprzez niniejszy tekst: „Niech bezbożny porzuci swoją drogę, a przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, gdyż jest hojny w odpuszczaniu!”? I czyż nie wzywa cię On poprzez ten wiersz, gdzie mowa jest o tym, że ten, kto by przyszedł do Niego spracowany i obciążony, znajdzie ukojenie; jak też poprzez inny wiersz: „Chodźcie więc, a będziemy się prawować – mówi Pan. Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, staną się jak wełna; choć będą jak purpura, jak śnieg zbieleją”. On cię wzywa. Zawierz Mu. To z pewnością niezrównana łaska, gdyż On jest Bogiem, i nie ma nikogo takiego jak On. „Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze”. Czy jednak serce twe nie powiada: „Ależ, gdybym sądził, że Jezus mnie wzywa, przyszedłbym do Niego”? Wiedz tedy, że On cię wzywa; potwierdza to twoje własne stwierdzenie „przyszedłbym”; za Jego to sprawą powstaje w tobie chęć. Czy tęsknisz za Nim? Och! Pan przykłada swą dłoń do wrót twego serca, sprawia, że całe twe wnętrze wzdycha do Niego. Czy z oczu twych nie płyną łzy, i nie powiadasz: „Ktoś taki jak ja, nie powinien pozostać przy życiu i zostać zbawionym, a tym samym należeć do Chrystusa”? Skąd te myśli? Sam fakt, iż Jego łaska wprawia cię w niekłamany podziw, ukazuje że coś z Jego łaski ma wpływ na ciebie. Uwierz w to, że Jego ramię może zbawić: uwierz, że Jego przebita dłoń może cię pochwycić; uwierz w to, że Jego serce, przebite włócznią, może obdarzyć cię uczuciem. Powierz Mu się całkowicie. „Idź; odpuszczono ci liczne grzechy”. Jeśli zaufałeś Mu, jesteś zbawiony. Przyjdź dzisiaj i rzuć się do stóp Chrystusa, i wznieś swój wzrok ku Niemu – tylko ku Niemu, a będziesz miał żywot. Czy nie znajdzie się na tym miejscu jakaś młoda niewiasta, której ciąży serce, a dla której stopy Zbawiciela mogą się stać miejscem ucieczki od wszelkiego lęku? Ufam, że tak. A jeśli komuś, kto jest posunięty w latach, wydaje się, że miłosierdzie musi go ominąć – zapewniam: tak nie jest. Może niewiele dni już ci pozostało, jednakże Mistrz mimo to wzywa cię. Powstań śpiesznie! Niech dziś wieczór okaże się świadkiem porzucenia przez ciebie swych grzechów, niech okaże się świadkiem twego przywarcia do krzyża Pańskiego; wówczas pewnego dnia spojrzysz na Jego oblicze w niebie, nic już pomiędzy tobą a Nim nie stanie na przeszkodzie.
Niech Pan obdarzy was, umiłowani, swym błogosławieństwem przez wzgląd na Chrystusa. Amen.

dnia 02.10.2006 19:48 2038 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,698,060 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.