Bóg nie potrzebuje ludzi doskonałych, Bóg potrzebuje ludzi posłusznych


Autor: A. Cyrikas


Skierujemy dzisiaj swoje zainteresowanie dosyć daleko, jeśli chodzi o chronologię biblijną i przeczytamy na początek naszych rozważań jeden werset . I Moj.12,10 . Kiedy nastał głód w tym kraju, Abram udał się do Egiptu, aby się tam zatrzymać jako przybysz, gdyż w kraju był wielki głód..

Kiedy czytamy historię Abrama (później Abrahama) myślę, że niewielu z nas zwraca uwagę na ten werset. Ja przyznam, że też przez długi czas nie zwracałem uwagi na ten, wydawałoby się nic nie znaczący fragment Bożego Słowa, ale im dłużej się czyta Biblię, tym częściej zwraca się uwagę na to, że przeczytane już fragmenty, wydawałoby się doskonale znane mają w sobie jeszcze ogromny potencjał prawdy, której niestety przez te lata czytania nikt, a właściwie ja czytając Biblię nie zauważyłem. Ten fragment Bożego Słowa, króciutki, mówiący tylko o pewnym fakcie, który zaistniał w tym czasie, na konkretnym terytorium wydawałoby się, że nie ma większego znaczenia, ale przekonamy się dzisiaj, że jest to fragment Bożego Słowa, który mówi o pewnej historii, która miała wręcz kluczowe znaczenie dla historii świata. Gdzie tutaj to jest? - ktoś pomyśli - ano jest! Zanim przejdziemy do tak poważnych rozważań zastanówmy się nad pewną bardzo ważną rzeczą, a mianowicie ten fragment mówi o głodzie; mówi, że nastał głód. Nie wiem czy ktoś z nas był kiedyś głodny, nie w tym znaczeniu, że nie zdążył jeszcze zjeść obiadu, ale po porostu nie miał co jeść jeden, drugi, trzeci dzień. Śmiem twierdzić, że nikt z nas nie przeżywał takiego stanu. Kiedy czasami oglądamy różne obrazki w telewizji, obrazki związane z terenami, na których panuje głód to potrząsamy głową, gdzie. w sercu robi się nam tak ciężko, ale jakoś nie wyobrażamy sobie, żebyśmy my sami mogli przeżywać głód. Ja myślę, że ci, którzy zdecydowali się na post kiedykolwiek przeżywali taką namiastkę głodu.

Pierwszą rzeczą, jakiej doświadczamy, kiedy pościmy od jedzenia, jest to, że zaczyna się odzywać nasz bardzo dobry znajomy – żołądek i on się domaga kolejnego wsadu i to domaga się w sposób wręcz powiedziałbym bezczelny, bo daje znać, że czegoś tu brakuje. Czujemy ogromny dyskomfort. Często ludzie są tak skoncentrowani na myśleniu tylko o jedzeniu w tym czasie, że właściwie post jest bez sensu, bo zamiast myśleć o poście myślą o tym, co zrobić ze swoim brzuchem. Świadczy to o tym, że głód jest naprawdę czymś dokuczliwym i czymś, co zmusza człowieka do zmiany swojego sposobu życia. Czy gdybym powiedział, że Bóg używa głodu do tego abym wykonywał Jego wolę, czy wielu ludzi by się z tym zgodziło? Ja myślę, że bardzo niewielu, ale prawda jest taka. Najprostszym tego dowodem jest po prostu post. Kiedy odstawiamy jedzenie na jakiś czas, chociażby na jeden dzień, to wiemy, że to nas zmusza do tego, żeby zmienić swój utarty sposób życia. Były kolejne posiłki w ciągu dnia, to się wiązało być może czasami z drzemką, czasami z przeczytaniem gazety, to był pewien rytm, w który wpadliśmy. Kiedy nie jemy nie wiadomo właściwie co robić ze sobą, trzeba wszystko zmienić i to jest jeden z doskonałych sposobów, jakie Bóg używa, aby zmienić życie człowieka. Bóg nie jest jakąś złośliwą istotą, która nagle zabiera wszelkie jedzenie i mówi: .No zobaczymy jak będą się czuli ci ludzie, kiedy zabierzemy im jedzenie! Przyglądajmy się uważnie!. Nie! Bóg czasami zabiera jedzenie rzeczywiście, ale tylko po to, żeby człowieka zmusić do zmiany swojego postępowania. Bóg nie zrobiłby tego, gdyby miał prostszy sposób, po prostu, gdyby człowiek był posłuszny. Przejdźmy teraz do osoby Abrama. Abram został wyprowadzony ze swojego domu rodzinnego, ze swojego rodzinnego kraju. Wraz z częścią swojej rodziny udał się do ziemi obiecanej, do miejsca, które Bóg obiecał mu jako jego dziedzictwo.

Abram dotarł do tego miejsca i w tym miejscu Abrama dopadł głód. Okazało się, że w tym kraju rozpoczął się głód. Można by postawić pytanie . Czy Bóg nie wiedział, że w tym miejscu, do które go prowadzi Abrama będzie głód? Dla Boga nie ma rzeczy, której by nie wiedział. Cóż, więc prowadzi ł Abrama do miejsca, w którym ten nie miał co jeść? Wydawałoby się, że to są proste pytania, ale można zadać jeszcze inne. A czy nie było właśnie tak, że głód nastał tam właśnie z powodu Abrama?
Możemy zadawać sobie te pytania, ale najważniejsza jest odpowiedź, a odpowiedź brzmi . Bóg dopuścił do głodu w tym kraju, w którym przebywał Abram z jednego zasadniczego powodu. Otóż Bóg chciał zmienić Abrama. Jaki człowiek przyszedł do tego kraju? Przyszedł tam człowiek, który jeszcze niedawno był poganinem, oddawał cześć bożkom. Takiego Abrama znamy z Biblii. Bóg przyprowadził go jako człowieka, którego wybrał i z tego człowieka miał wywieźć sobie wiele narodów, miał wywieźć również swój umiłowany i wybrany naród . Izrael. Ten człowiek miał być kluczem, przez który Bóg miał błogosławić całą ziemię. Miało się rozpocząć na ziemi coś nowego właśnie z powodu wyboru Abrama na tak niezwykłego człowieka, ale ten człowiek niewiele znał Boga. Tutaj może niektórzy się zachwycają tym, że Abram usłyszał, co Bóg do niego mówi, ale to nie z uwagi na zasługi Abrama. Bóg przemówił do Abrama, bo wybrał Abrama. To, że Abram wydał się posłuszny, też nie wynikało wcale z jego niezwykłych zasług. Bóg przygotowywał tego człowieka już dawno, aby on wypełnił jego wolę. Ale to był dopiero początek drogi.
Abram przyszedł do ziemi obiecanej i w ziemi obiecanej miał pojawić się nowy człowiek, ten człowiek, którego później Bóg nazwał Abrahamem. Bóg chciał zmieniać Abrama. Abramowi nie brakowało właściwie niczego. Nie był może zbyt bogatym człowiekiem na owe czasy. W tym momencie historii jego życia nie wyróżniał się jakimś szalonym bogactwem, ale miał  odpowiednią ilość pożywienia, miał namioty, miał sługi i służebnice, niewolników. Miał właściwie wszystko, co było potrzebne, aby żyć spokojnie i dostatnie. Czy miał powód do tego, aby cokolwiek zmieniać? Nie, nie miał powodu, aby cokolwiek zmieniać, tym bardziej, że był pewien, że Bóg do niego mówił. To była prawda . Bóg do niego mówił. Nie wiemy, co było w sercu tego człowieka i nigdy się tak naprawdę nie dowiemy, chyba, że ktoś nam objawi tą tajemnicę wtedy, kiedy staniemy przed Bogiem, wtedy, kiedy będziemy  już w wieczności. Niemniej jednak Bóg chciał rozpocząć w życiu Abrama coś nowego. Chciał, aby Abram całkowicie zwrócił się w Jego stronę i wybrał głód jako ten środek, dla którego mógł zmienić życie Abrama. I zaobserwujmy, co się stało. W Biblii Egipt jest synonimem świata. Kiedy mówimy o Egipcie to mówimy o świecie. Kiedy mówimy, że człowiek upada, wraca do świata, to mówimy, że on wraca do Egiptu pod władzę Faraona, pod władzę szatana, którego Faraon jest pewnego rodzaju typem. Kiedy Abram doświadczył głodu to zrobił rzecz, którą najczęściej robią wierzący ludzie - wrócił do tego, co znał, wrócił do świata - poszedł do Egiptu. Okazało się, że ten środek, który Bóg zastosował ujawnił w Abramie coś, czego być może Abram nawet nie chciał zupełnie przyjąć do wiadomości. Otóż 11 i 12-sty werset mówi: .A gdy się już zbliżał do Egiptu, rzekł do swej żony Saraj: Wiem, że jesteś piękną kobietą. Gdy więc zobaczą cię Egipcjanie, powiedzą: To jest jego żona i zabiją mnie, a ciebie zostawią przy życiu.. Kiedy czytamy ten fragment Bożego Słowa, to widać, że Abram był arcyegoistą. Jemu wcale nie chodziło o jego żonę, wcale nie chodziło mu o jego rodzinę, on doskonale zadbał o siebie. Mów, że jesteś Moją siostrą, żeby mnie się dobrze powodziło. (werset 13- sty) - nieważne czy się miało jego żonie dobrze czy źle powodzić. Jemu się miało dobrze powodzić. Pierwszym etapem, przed którym stajemy, taką pierwszą próbą w duchowym życiu jest fakt sprawdzenia nas co do stanu naszego serca w odniesieniu do innych ludzi. Bardzo łatwo jest powiedzieć: ja kocham Pana Boga. Wielu ludzi mówi, że kochają Jezusa, kochają Pana Boga, ale Jan Apostoł w swoim pierwszym liście powiada: .Jeśli kto nie miłuje braci swoich, których widzi to nie może miłować Boga, którego nie widzi.. To jest bardzo prosty test. Temu testowi został poddany Abram. Abram przekonał się, że jest po prostu egoistą. Czy egoista może być używany przez kogokolwiek do służby? Egoizm jest taką cechą charakteru, która uniemożliwia jakąkolwiek służbę. Dlaczego? Dlatego, że służba wymaga zawsze poświęcenia. Służba zawsze wymaga rezygnacji z siebie, rezygnacji ze swoich planów. Służba zawsze sprawia, że człowiek w jakimś sensie podporządkowuje się innym a przede wszystkim Bogu. Abram nie mógł być sługą czyimkolwiek; Abram na pewno nie mógł być Bożym sługą; Abram na pewno nie mógł wykonywać jakiejkolwiek służby, którą Bóg by mu zlecił ponieważ był skoncentrowany całkowicie na sobie. To jego dobro było najważniejsze, to jego oczekiwania były najważniejsze, to jego pragnienia były najważniejsze, to jego bezpieczeństwo było najważniejsze, natomiast na pewno nie mógł być człowiekiem służby, nie mógł być człowiekiem, którego Bóg mógłby posłać.

Pamiętamy Izajasza, który ma widzenie Boga i który słyszy takie zdanie: "Kogo poślę?" Izajasz zareagował na to bardzo gwałtownie. Mówi: "Panie, poślij mnie". Natomiast (to jest tylko pytanie retoryczne, bo nie mamy odpowiedzi na nie) gdyby Bóg wtedy zadał pytanie: "Kogo poślę, czy jest człowiek, którego mogę posłać?" - czy Abram powiedziałby: Panie, mnie poślij? (oczywiście z całą świadomością kosztów, jakie trzeba ponieść ?). Patrząc na postawę Abrama w tym momencie jego życia śmiem twierdzić, że Abram nie byłby zainteresowany. On był zainteresowany sobą.
Jest taki doskonały wzorzec, sprawdzian postawy ludzi, którzy są w małżeństwie: jeżeli bardziej dbają o siebie niż o męża lub żonę to wiadomo, że są egoistami. To jest dobry sprawdzian dla tych, którzy są w małżeństwie. Dla innych są inne sposoby sprawdzenia tego samego stanu, nie bójcie się, ale ten jest doskonały. Abram nie zdał tego egzaminu. W zasadzie gdyby to trafiło na nas - do ludzi, którzy decydują o tym, kogo wybrać do tego czy innego zadania, powiedzielibyśmy: nie, no ten się nie nadaje. Chcę wam powiedzieć jedną rzecz - z całej historii Abrama (a później Abrahama) przebija jedno wielkie przesłanie, które powinno być dla nas zachętą, że doskonały Bóg, Święty Bóg, współpracuje i wykorzystuje w służbie bardzo niedoskonałych ludzi. My czasami mamy wyobrażenia o tym, że ktoś, kto wykonuje jakąś służbę musi być wręcz doskonały. Chcę wam powiedzieć, że to są wyobrażenia tylko na ludzką miarę. Bóg nie potrzebuje niczyjej doskonałości. Bóg nie potrzebuje w służbie ludzi doskonałych. On zawsze i wszędzie będzie potrzebował ludzi posłusznych. Abram był człowiekiem, który w tym przypadku nie okazał się posłuszny. Przyjrzyjmy się innym sytuacjom w Biblii, w których ludzie doświadczali głodu, np. Pan Jezus Chrystus. Przez 40 dni i 40 nocy przebywał na pustyni i przez ten czas nie jadł i nie pił. Czy z tego powodu był bardzo szczęśliwy? Na pewno nie był szczęśliwy. Był człowiekiem. żaden człowiek nie jest szczęśliwy, jeżeli dwa dni nie pije niczego. A jak już nie pije tydzień? A jak nie pije dwa tygodnie? To nie jest powód do szczęścia. A Jezus był w pełni człowiekiem. A jednak, kiedy przyszedł kusiciel i zaczął Mu proponować proste rozwiązania - przecież masz tutaj tyle kamieni na tej pustyni, cóż to dla ciebie, żeby zamienić to w chleb to Jezus powiedział mu: .nie, ponieważ człowiek żyje przede wszystkim każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych; a skoro Bóg wysłał mnie na pustynię, skoro Bóg wysłał mnie abym pościł, to będę słuchał Boga, a nie będę słuchał ciebie diable..
Głód i pragnienie dodatkowo, które w tym przypadku dotyczyło osoby Jezusa nie złamało Jezusa człowieka. Wręcz odwrotnie wzmocniło Jezusa człowieka i sprawiło, że ten Jezus-człowiek był gotowy do służby. Kiedy czytamy Ewangelię to zobaczymy, że zanim Jezus rozpoczął służbę najpierw znalazł się na pustyni. To nie jest przypadek. Zanim Abram miał się stać Abrahamem Bóg poddał go próbie. To nie jest jedyna próba. Bóg poddawał go wielu innym próbom. Ale w tym przypadku Abram nie zaliczył tej próby pozytywnie. Okazał się być kimś, kto zawiódł.

Jeśli będziemy przyglądali się historii Kościoła zwróćmy uwagę na to, że Kościół w swoich początkach (wiem, że nie tylko w swoich początkach, ale mówimy tylko o czymś, co jest napisane w Biblii) posiadał pewną cechę, która była przekazana mu przez Ducha Świętego. Otóż Kościół niezwykle gorąco i gorliwie reagował na potrzeby ludzi biednych, oczywiście biednych spośród swojego grona.
Dzieje Apostolskie na początku mówią, że ludzie sprzedawali swoje majątki, że ludzie przynosili pieniądze i kładli je u stóp Apostołów i wszystkim rozdzielano według potrzeb. To były czasy, kiedy bardzo wielu ludzi głodowało, a Kościół składał się w większości z ludzi bardzo biednych. To byli bardzo biedni ludzie, ale jakoś nikomu nic nie brakowało. Kościół nie był pozbawiony głodu, ale Kościół w tym głodzie doświadczał tego, co Bóg dla niego przygotował. Przygotował dla niego miłość, jedność, poczucie wspólnoty. To sprawiało, że głód, którego doświadczało wielu nie był po to, żeby zabić, ale po to, aby ujawnić jak wielka miłość była pomiędzy ludźmi, którzy tworzyli Kościół. Jak reagujemy wtedy, gdy doświadczamy głodu? Głód nie koniecznie musi oznaczać, że nie mamy jedzenia. Jakże wielu ludzi chodzi głodnych w sensie duchowym.

Kiedy czytamy Księgę Objawienia i czytamy list do Kościoła w Laodycei widzimy, że ci ludzie mieli wszystko. Oni byli bardzo bogaci. Oni wręcz mówili: nic nam nie brakuje . ale oni byli głodni duchowo. Oni nie mieli nic, czym mogliby się nakarmić. Biblia mówi, że oni byli nadzy, że oni byli biedni, że nie posiadali nic, co Bóg mógłby w jakikolwiek sposób zaakceptować.

Co robi człowiek, kiedy jest głodny? To jest doskonały sprawdzian tego, kim jesteśmy. Jeśli jestem głodny duchowo czy wracam do Egiptu, czy wracam do starych sposobów rozwiązywania swoich problemów? Jest taki doskonały sprawdzian dla ludzi, którzy mają czy mieli problem z alkoholem. W momencie, kiedy zaczynają się w ich życiu problemy to mają dwie drogi - albo wytrwać w posłuszeństwie przy Panu, albo wracają do sprawdzonego sposobu tzn. idą się upić, bo tak zawsze reagowali na swój problem. W tym przypadku często niestety tak reagują - upijają się, bo to jest pewnego rodzaju ucieczka, to jest pewnego rodzaju sposób na rozwiązanie problemu. Oczywiście jest to oszukańczy sposób. W przypadku Abrama on niczego nie załatwił. W przypadku takiego człowieka też niczego nie załatwi. Inne jeszcze sposoby rozwiązywania problemu, które znamy ze swojego starego życia to np. powrót do starego środowiska ludzi, którzy byli naszymi znajomymi, przyjaciółmi prawdziwymi, czy nie. Okazuje się jednak, że to się nie sprawdza, ci ludzie nic nie mają do zaoferowania. Ten powrót niczego nie zmienił w życiu a jedynie pogłębił problemy. Często jest to też ucieczka w pracę. Cóż z tego, że będziemy więcej pracować - to niczego nie zmieni w moim życiu, nie rozwiąże żadnego problemu w moim życiu, dlatego, że Bóg oczekuje ode mnie, że w tej trudnej dla mnie sytuacji, którą to sytuacją Bóg jest zainteresowany, ja postąpię tak, żeby odnieść zwycięstwo. Bóg oczekuje zmiany we mnie, a nie zmiany poza mną. Bóg oczekiwał zmiany w Abramie, a nie oczekiwał tego, że Abram będzie zmieniał coś wokół siebie. W tym konkretnym przypadku Bóg nie doczekał się zmiany w Abramie. Czy kiedy przychodzi do twojego życia głód, czy Bóg znajduje w twoim (w moim) sercu gotowość do przyjęcia Jego woli? Czy Bóg znajduje mnie jako osobę, która mówi: -Panie niech się stanie wola twoja.? Chrystus, który umierał na krzyżu doświadczał ogromnego pragnienia i w pewnym momencie powiedział: „Pragnę!” W zasadzie można by się zastanowić, co Jezus wyraził w ten sposób? Ludzie, którzy stali wokół zrozumieli, że Jezusowi chce się pić. Podali Mu na trzcinie gąbkę, która była nasączona octem. Ale Jezus nie napił się. Za chwilę Jezus mówi: „Stało się, wykonało się”, i umarł. Pragnieniem Jezusa było wykonanie woli Bożej. W tej trudnej dla Niego sytuacji, w trudnym dla Niego położeniu, w tym ogromnym cierpieniu, w tym ogromnym pragnieniu, jakie przeżywał na krzyżu nie zwrócił się wcale w kierunku takiego ludzkiego rozwiązania problemu i wcale Mu o to nie chodziło, ale w tym wszystkim wołał do Boga: „Ja pragnę” - pragnę twojego rozwiązania - co wcześniej zresztą pokazał w ogrodzie Getsemane, kiedy się modlił: „Ojcze nie moja, lecz twoja wola niech się stanie”. Jeżeli chcesz to ja tego kielicha wcale nie muszę brać, ale nie moja wola, twoja wola niech się stanie. W tym trudnym dla Niego położeniu Jezus nie szukał rozwiązania ludzkiego, nie szukał sposobu, żeby ominąć problem, ale szedł prosto przez problem wprost w objęcia Boga, bo wiedział, że to jest najlepsze rozwiązanie.

Jeśli Bóg stawia kogokolwiek z nas przed problemem to nie po to, żebyśmy go omijali, ale po to abyśmy ponieśli trud zmierzenia się z problemem i znalezienia takiego rozwiązania, które byłoby miłe Bogu. Bóg ciągle czuwa nad nami i będzie nas wspierał w takim rozwiązaniu, które byłoby dla Niego właściwe i dla nas dobre. Jakie były konsekwencje postępku Abrama?

Kiedy przyglądamy się historii Abrama to widzimy, że wcześniej w ósmym wersecie zapisano „Stamtąd wyruszył w góry na wschód od Betel i rozbił swój namiot. Betel było z zachodu, a Ai ze wschodu. Tam zbudował Panu ołtarz i wzywał Pana”. Mamy obraz jakby nie było sielski . wędrujący Abram, Boża opieka, wędrujący człowiek. Właściwie nie dzieje się nic złego. W końcu szóstego wersetu jednak zapisano, że w ziemi, w której był Abram byli wówczas Kananejczycy. Kim byli Kananejczycy? To byli poganie. To byli ludzie, których w przyszłości Bóg przeznaczy na zniszczenie, na śmierć z powodu ich ogromnych grzechów. To byli ludzie, którzy mieszkali tam od dawien dawna. Przyszedł ktoś obcy, przyszedł ktoś nowy, przyszedł ktoś inny, ktoś, kogo nie znali. Nie ważne były jego słowa. Na wschodzie słowa, chociaż są ubrane w przepiękną poezję (nikt nie mówi tak jak ludzie bliskiego wschodu) nic nie znaczą. Natomiast bardzo wiele znaczy zachowanie, świadectwo życia konkretnego człowieka. Abram, skoro udało mu się zawrzeć bliskie przymierze z człowiekiem o imieniu More, tamtejszym tubylcem, widocznie dawał dobre świadectwo swojego postępowania, widocznie był kimś, na kogo zwrócono uwagę. Był to ktoś, kto budził zaufanie, ktoś, kto miał dobrą opinię u tubylców. Abram wędruje do Egiptu. Zobaczmy co się dzieje, kiedy Abram wraca z Egiptu .1 Mojż. 13, 1-2 „Wyruszył tedy Abram z Egiptu z żoną swoją i wszystkim, co do niego należało, do Negebu, a Lot był z nim”. Kiedy Abram szedł do Egiptu nie czytamy, żeby był zasobny w cokolwiek. Na pewno nie był żebrakiem albo biedakiem. Ale, kiedy Biblia mówi, że był zasobny w trzodę, srebro i złoto, to oznacza, że jego bogactwo musiało być bardzo znaczące. Wiemy skądinąd, co działo się w Egipcie. Wiemy o plagach egipskich. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że pierwsze plagi w Egipcie wcale nie były za czasów Mojżesza? Ale są tutaj za czasów Abrama, kiedy Faraon sprowadził na dwór żonę Abrama Saraj i Bóg obłożył jego dom plagami. Wiemy, że Faraon, który okazał się nazwijmy to uczciwym człowiekiem, wiedząc, że mogło dojść do grzechu cudzołóstwa oddalił od siebie żonę Abrama. Wyposażył Abrama we wszystko co mu było potrzebne. Dał mu złoto, srebro, trzody, niewolników, itd. Z tego powodu Abram był bogaty. Abram wzbogaci ł się po prostu w świecie. Przyszedł z powrotem do miejsca, z którego odszedł. Zwróćmy uwagę na jedną rzecz (czwarty werset) - do miejsca, gdzie przedtem zbudował ołtarz. Abram wrócił dokładnie do tego samego miejsca. Otóż, kiedy odchodzimy do świata, kiedy próbujemy rozwiązywać swoje problemy po ludzku, światowymi metodami, (chociaż może się  nam wydawać, że nie wiem jak bardzo daleko zaszliśmy w rozwiązywaniu naszych problemów) okazuje się, że w duchowym wymiarze nic się nie stało, że w duchowym wymiarze musimy wrócić w dokładnie to samo miejsce, w którym kiedyś przerwaliśmy naszą podróż uświęcenia.
Abram wrócił dokładnie do tego samego miejsca. Sytuacja już nie była taka sama. Otóż (siódmy werset): „Między pasterzami stad Abrama a pasterzami stad Lota powstał spór. A Kananejczycy i Peryzyci mieszkali wówczas w kraju”. Wydawałoby się, że to niezbyt ciekawy fragment Bożego Słowa. On jest niezwykle ciekawy. Czy wcześniej, przed odejściem do Egiptu Abram i Lot mieszkali razem?
Oczywiście, że tak. Czy Biblia mówi, że między nimi dochodziło do jakichś problemów? Nie. Ale kiedy wrócili z Egiptu jeden i drugi byli bardzo bogaci. Byli bardzo bliską rodziną i okazuje się, że zaczęły się między nimi problemy. Okazuje się, że ich bogactwo było tak duże, że nie potrafili się pogodzić. Mało tego, słuchajcie, Kananejczycy i Peryzyci mieszkali wówczas w kraju. Ci sami ludzie Kananejczycy, a dodatkowo inne plemię Peryzytów obserwowało tę wręcz gorszącą sytuację. Otóż dwoje ludzi, którzy twierdzą, że wierzą w jedynego Boga, że służą jedynemu Bogu, publicznie wiodło między sobą spór, a poganie się temu przyglądali.
 
Jaki z tego wniosek, jaka nauka płynie na przyszłość? Otóż bardzo często jest niestety tak, że świat przygląda się Kościołowi i co widzi - widzi kłótnie, widzi spory, widzi wszystko to, czego nie powinien oglądać. A tymczasem jak przeczytamy fragment Ewangelii Jana rozdział 17, werset 21: „Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w Tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś”. Jednym z powodów, dla których świat miał uwierzyć, że Jezus był posłany przez Ojca jako Zbawiciel miał być niezwykły wprost stan Kościoła - stan jedności, stan miłości, stan wzajemnej troski. Kiedy myślimy o plemionach kananejskich, które upadły, które stoczyły się w straszliwy grzech, to pamiętajmy o jednej bardzo ważnej rzeczy, że był czas, kiedy te plemiona zamiast oglądać niezwykłe życie Bożych mężów, ludzi, którzy mówili o sobie, że wierzą w jedynego Boga, oglądały gorszący spór pomiędzy dwoma mężami Bożymi. To nie jest na usprawiedliwienie tych ludzi. Ale jest inne pytanie, na które nie ma odpowiedzi . Co byłoby, gdyby Kananejczycy i Peryzyci oglądali dwóch Bożych mężów, którzy ramię w ramię, modląc się, wielbiąc Boga przyciągają swoją wiarą wszystkich wokół? Czy można to sobie wyobrazić? Ja myślę, że można. Ale tak się nie stało. Nie wiem czy było wolą Bożą zbawienie Kananejczyków i Peryzytów. Sądząc po tym, co działo się w Sodomie i Gomorze, chyba było to prawie niemożliwe, ale niemniej ani Abram ani Lot nie dali świadectwa, którego od nich Bóg oczekiwał. Skąd się to wzięło? Bezpośrednią przyczyną takiego stanu rzeczy było to, że w pewnym momencie swojego życia, Abram wrócił do świata. Abram wrócił do swojego sprawdzonego sposobu życia. Nie okazał się być posłusznym Bogu. Nie okazał się być człowiekiem, który wytrwał w próbie. Ktoś może powiedzieć - no, ale tam był głód, czy miał umrzeć z głodu? Przypomnę wam historię niejakiego Eliasza, który na pustyni umierał z głodu i Bóg nie dopuścił do jego śmierci. W jaki sposób? No, chyba najdziwniejszy, jaki można było sobie wyobrazić, bo Bóg jest Bogiem dziwnym. Bóg zaczął posyłać do niego kruki, które przynosiły mu pokarm. Zawsze mnie zastanawiało, jak Eliasz zareagował na to, że kruki przynosiły mu pokarm. Czy zastanawialiście się nad tym? No przecież nie przyszedł taki kruk do niego i powiedział - tu masz, jedz, to od Pana Boga. Jak to wyglądało? Jak to się działo? Kruki są ptakami, które są zaliczane do jednych z najmądrzejszych, ale z drugiej strony są ptakami, które kojarzą nam się z padliną, z czymś złym, z czymś, co pachnie śmiercią z daleka. Bóg użył takie ptaki do tego, żeby karmić człowieka na pustyni, swojego wybranego.
Czy nie mógł w ten sam sposób karmić Abrama i jego domu? Na pewno mógł. Ale Abram nie dał takiej możliwości Bogu. Natomiast poszedł do świata, i w tym świecie doszło do pewnych wydarzeń, które później rzutowały na jego duchowe życie. Bóg wcale nie odwrócił się od Abrama. Bóg wykorzystał go. Jego służba była niezwykła. Ale w jego życiu było widać konsekwencje tego jednego, wydawałoby się tak nieistotnego działania. Zaważyło ono na przyszłości, w tym przypadku na przyszłości jego rodziny, a zaraz zobaczymy, że to wydarzenie zaważyło na przyszłości Świata. W jaki sposób? Nastał taki czas w życiu Abrama, że Bóg obiecał mu syna. Abram bardzo długo czekał na to. No i nie doczekał się syna. Nie doczekał się, ponieważ znowu nie zaufał Bogu. Popatrzcie ta nauka wzięła się z tego 10-tego wersetu. Abram już wtedy nauczył się, że można nie wykonywać woli Bożej. Później już wiele razy jej nie wykonał. To tylko jest jeden z wielu przykładów. Co się wtedy stało? Stała się rzecz, która zadecydowała właśnie o przyszłości świata. Przyszła do niego Sara. Mówi: „Wiesz co, skoro Bóg nam obiecał dziecko, no to masz tu moją niewolnicę i z tej niewolnicy będziemy mieć dziecko”. To było jak najbardziej zgodne z ówczesnym prawem. To był zwyczaj, który był czymś normalnym, czymś akceptowanym, w ten sposób można było mieć potomka. Ta niewolnica nazywała się Hagar. I pytanie . skąd wzięła się Hagar? Otóż Hagar Abram przyprowadził z Egiptu. Z Egiptu przyprowadził wiele rzeczy: trzody, złoto, srebro, ale też przyprowadził niewolników i niewolnice. I pośród tych niewolników i niewolnic znajdowała się, widocznie dosyć interesująca postać (musiała to być ładna kobieta) o imieniu Hagar. I Hagar urodziła Abramowi dziecko - dziecko, które później zostało nazwane Ismael. Chyba już wszyscy rozumiemy, w jaki sposób postępek Abrahama wpłynął na historię świata. Ismaelici to dzisiejsi Arabowie, to też potomkowie Abrama. Bóg powiedział o Ismaelu, że będzie on przeciwko wszystkim i wszyscy będą przeciwko niemu. Historia świata pokazała, że to jest prawda.

Chcę powiedzieć, że nam się wydaje, że my popełniamy pewne grzechy, pewne błędy, naprawiamy je i właściwie ich już nie ma. Ale prawda jest taka, że konsekwencja naszych złych uczynków, naszych złych decyzji może się ciągnąć za nami przez całe nasze życie i może rzutować nie tylko na życie naszych najbliższych, ale nawet na życie wielu, wielu innych ludzi. Nie jest to oczywiście powód do tego, żeby wydzierać sobie włosy z głowy i w jakiś sposób doprowadzać siebie do frustracji, ale raczej jest to powód do tego, żeby się dobrze zastanowić nad tym, czy warto omijać wolę Bożą, czy warto świadomie wchodzić w grzech, czy warto świadomie odsuwać od siebie Boże rozwiązania, bo konsekwencje mogą być naprawdę dalekosiężne.

Przykład - Jeśli ktoś wierzący pozwoli sobie na cudzołóstwo to konsekwencja takiego grzechu może być naprawdę dalekosiężna. W jaki sposób? Ano może pojawić się dziecko. Kiedy pojawi się dziecko z nieprawego łoża, to będzie się to ciągnęło za tym wierzącym człowiekiem całe jego życie, a być może doprowadzi do zniszczenia wielu innych wierzących ludzi, którzy nie będą sobie umieli z tym poradzić, którzy nie będą w stanie pogodzić się z tym, że ktoś dopuścił się takiego grzechu. Czy rozumiemy jakie mogą być konsekwencje? Oczywiście, Bóg wybaczy to człowiekowi, jeśli człowiek szczerze stanie przed Bogiem i wyzna swój grzech, jak każdy inny grzech (podkreślam to, zostanie mu to wybaczone), ale konsekwencje mogą być dalekosiężne i mogą się ciągnąć przez całe życie. Może się wydawać, że człowiek podejmie pewne działania, ot chociażby rozpocznie studiowanie jakiejś dziedziny nauki, i okaże się, że kiedy skończy studia, jego sposób myślenia się całkowicie zmienił. Ja znam takie przypadki, znam takie osoby. Poszli na studia jako wierzący, skończyli studia i byli niewierzący. Mało tego, skończyli studia teologiczne. Czy zdajecie sobie sprawę jak wiele lat musiało minąć zanim niektórzy z nich wrócili do tego stanu, w którym byli przed rozpoczęciem studiów? Jeżeli podejmujemy decyzje, które są niezgodne z wolą Bożą (często automatycznie podejmujemy pewne decyzje), które świadomie buntują się przeciwko Bogu (np. kto. bierze .lub z osobą niewierzącą), konsekwencje tego ciągną się przez całe życie. Jakże wiele słyszałem takich historii, kiedy ktoś żeniąc się, czy wychodząc za mąż za osobę niewierzącą mówił: „świadectwo mojego życia przekona. Modlę się o to i wiem, że ta osoba się nawróci”. Prawie nigdy tak się nie dzieje. Prawie, bo czasami się zdarza. Mówimy tak tylko dlatego, że po prostu chcemy to zrobić i chcemy się usprawiedliwić. Mówimy tutaj o grubych rzeczach, o rzeczach, które są jasne. Każdy, kto ma trzeźwy rozum wie, że ktoś, kto podejmuje taką decyzję będzie ponosił konsekwencje w przyszłości. Są wydawałoby się historie, które nikomu nie szkodzą, ale konsekwencje są naprawdę daleko idące. Ja celowo nie chcę mówić o różnych sprawach, o których mógłbym mówić, natomiast zachęcam wręcz do tego, żebyśmy sami zastanowili się, czy w naszym życiu nie było takich decyzji, lub też, czy nie jesteśmy w przededniu podjęcia takiej decyzji, lub też, czy nie jest tak, że właśnie podjęliśmy niedawno takie decyzje i gdzieś w swoim sercu odczuwamy, że będą z tego powodu kłopoty, że będą problemy? Wszystko co mówię, nie mówię po to, żeby kogoś wystraszyć, żeby sparaliżować kogoś przed podejmowaniem decyzji, ale, żeby uświadomić nas, że jest pewna zasada, której Biblia bardzo mocno strzeże i przypomina nam o niej - to jest zasada prostej drogi. Ta zasada mówi - nie będziesz skręcał ani w prawo ani w lewo, ale pójdziesz prostą drogą; jak będziesz miał wątpliwość to z tyłu głowy usłyszysz głos - idź tędy lub tędy. Tzn., że Duch Święty współpracuje z każdym wierzącym do tego stopnia, że nawet, jeśli nie wiemy jak pójść, to Bóg chce nam dać wyraźny sygnał, czego od nas oczekuje. Bóg nas nie zostawia z naszymi problemami. Jeżeli Bóg doprowadza w naszym życiu do głodu (głodu nie  tylko w sensie braku jedzenia, ale w sensie również duchowego głodu), to po pierwsze może to być konsekwencja podjęcia niewłaściwych decyzji a może wręcz grzechu; a po drugie może to być stan, do którego Bóg sam nas doprowadził, jak to było np. w przypadku Joba. Ale ani w jednym ani w drugim przypadku Bóg nas nie chce zostawić z tym. Bóg pragnie, żeby w sytuacji takiego głodu ujawniło się w nas wszystko to, co musi ulec przemianie. Można wręcz powiedzieć, że kiedy stajemy w takiej sytuacji, kiedy w nas się gotuje wręcz, kiedy nasze serca doświadczają szczególnych napięć, to wypływa na zewnątrz wszystko to, co jest złe, wszystko to, co musi być usunięte, jeśli mamy uczynić kolejny krok wiary. I to, co wypływa można określić jednym słowem - egoizm. Bo jeśli okaże się, że jesteśmy ludźmi, którzy dbają tylko o siebie, którzy nie myślą o innych, którzy w swoim sercu oprócz Boga potrafili jeszcze upchnąć inne rzeczy, to jest w nas egoizm. Bóg to pokazuje nam nie po to, żeby nas dobić, ale po to, żeby to usunąć z naszego życia. To jest proces uświęcenia. Te próby, o których Biblia tak wiele powiada, to nie są jakieś dziwne wydarzenia z naszego życia, to są po prostu sytuacje, w których nasza wiara musi zdać egzamin. W przypadku Abrama, który mówił o sobie: „wierzę” jeden prosty przypadek głodu doprowadził do straszliwych konsekwencji. W naszym przypadku pewnie tak straszliwych konsekwencji już nie będzie, ale mogą to być konsekwencje, które naprawdę głęboko dotkną naszego życia i głęboko dotkną naszych najbliższych. Uważajmy na to, co robimy; uważajmy na to, co mówimy; uważajmy na to, jak się zachowujemy, ponieważ to wszystko stanowi pewną rzeczywistość, w której każdy z nas funkcjonuje. A nie tylko każdy z nas, funkcjonuje w tej rzeczywistości wiele osób, wiele ludzi. Nasze słowa, nasze zachowanie, nasze uczynki mogą być niezwykle pozytywną zachętą dla wielu, wielu ludzi, ale mogą też wprowadzać destrukcję w życiu wielu ludzi, chociaż nam by się wydawało, że przecież nic takiego się nie stało.

Nie wiem czy mieliście taką sytuację kiedykolwiek, ale ja już się spotkałem z takimi sytuacjami, kiedy ktoś popełnił grzech, wyznał ten grzech, Bóg go oczyścił z tego i okazało się, że pewna osoba po wielu latach ten grzech przypomniała nie po to, żeby powiedzieć, że tamta osoba jest zła, grzeszna itd., ale przypomniała ten grzech w taki sposób, że ona z tym problemem żyła przez te lata. To tak głęboko w nią uderzyło, że nie potrafiła sobie przez lata dać rady i przez ten czas chodziła z tym ciężarem. Może ktoś powiedzieć: mój grzech - mój biznes. Ale tak nie jest.

Kościół jest taką ogromną ilością naczyń połączonych i tam wszystko rozlewa się na wszystkich. Każdy doświadcza, można powiedzieć, wszelkiego błogosławieństwa, ale też każdy doświadcza wszelkiej słabości. Wszystko to, co się dzieje w Kościele właściwie wpływa na każdego z nas. Może to trudno zaakceptować, ale ludzie wierzący (oczywiście w pewnych granicach, żebyśmy byli tego świadomi) już nie żyją sami dla siebie. Jeżeli ktoś uważa, że żyje sam dla siebie i wystarczy mu, że przyjdzie raz w niedzielę na nabożeństwo, to ma prawo tak myśleć. Ale chcę wam powiedzieć, że to nie jest zgodne z wolą Bożą, ponieważ popełniono dwa błędy w tym rozumowaniu: po pierwsze - nie żyjesz sam dla siebie, bo wszyscy żyjemy dla Chrystusa; a po drugie twoje zdanie na temat tego, że wystarczy przyjść raz w tygodniu na nabożeństwo, jest tylko twoim zdaniem, a Biblia mówi: „nie opuszczajcie wspólnych zebrań waszych” nie ograniczając niczego ani do niedzieli, ani do dwóch, ani do pięciu spotkań w tygodniu. A jeśli już mamy być ludźmi, którzy szukają pewnego wzorca, to Dzieje Apostolskie powiadają, że codziennie zbierali się w Świątyni i po domach i codziennie łamali się chlebem i codziennie wznosili wspólnie modlitwy.

Możemy oczywiście uważać, że raz w tygodniu lub siedem razy w tygodniu jest właściwe, ale tak naprawdę chodzi o zupełną zmianę naszego sposobu myślenia i uświadomienie sobie, że działania, które ja podejmuje nie są tylko takimi działaniami, które wpływają jedynie na moją osobę, ale wpływaj ą na bieg historii, wpływają na historię życia innych ludzi, mają wpływ na decyzję młodych ludzi, mówię o tej młodzieży, która przygląda się starszym i która to młodzież bierze z nich przykład, albo negatywny, albo pozytywny. Zwróćmy uwagę na przykład, że zwykle dzieci rodziców, którzy chodzili w kratkę do Kościoła, też chodzą w kratkę do Kościoła. Dlaczego? Bo tak się nauczyli. Zwykle dzieci rodziców, którzy byli bardzo gorliwi również są bardzo gorliwi. Dlaczego? Bo to przejęli po prostu ze swojego domu. Przejęli to przyglądając się swoim rodzicom. Czy ma to długofalowy wpływ na życie wielu ludzi? Ma! Bo to ma wpływ na życie waszych dzieci, na życie waszych wnuków, na życie ich rodzin. Bo jeśli ten przykład będzie szedł dalej, to ten przykład dotknie dziesiątków, a może setek ludzi. Nikt nie żyje sam dla siebie. Nikt nie jest samotną wyspą, na której może robić, co mu się podoba. Abram też nią nie był, ale być może nie uświadamiał sobie tego. Myślę, że sobie nie uświadamiał tego. Natomiast na pewno nie był posłuszny Bogu. Ale jak mówiłem wcześniej, jest wielka nadzieja, która płynie z historii życia Abrahama, a wcześniej Abrama. Bóg użył go w sposób niezwykły. Bóg użył tego niedoskonałego człowieka, który wręcz swoją żonę był gotów sprzedać, który dbał jedynie o to, co było dobre dla niego. Widzimy w życiu Abrama, później Abrahama, jak on się zmienia, jak kolejne etapy jego życia pokazują coraz to wyższy stopień uświęcenia, jak ten człowiek coraz lepiej zna Boga, coraz bardziej tęskni do Boga, ale to się działo na przestrzeni wielu lat jego życia. Natomiast błędy, które popełnił na początku miały wpływ na całą jego rodzinę i miały wpływ na historię świata. Można powiedzieć: czy Bóg tego nie przewidział? Owszem, Bóg przewidział, ale to niczego nie zmienia.

 


Kazanie pastora Andrzeja Cyrikasa wygłoszone w Zborze ChWE
 


dnia 01.10.2010 12:50 2770 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,695,132 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.