Żołnierze


Autor: Bert Clendennen

 
2 Tymoteusza 2:3-4, „Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał.” Jeżeli mamy być takimi ludźmi, to pierwszą rzeczą, jakiej musimy się nauczyć, jest to, że kościół nie jest demokracją. Kościół jest wojskowym rządem. Rządem, w którym nie masz wyboru, a mimo to masz być w porządku. Pan Montgomery, feldmarszałek pod rządami Eisenhowera w czasie II Wojny Światowej, był nowo narodzonym chrześcijaninem. Żołnierz zapytał generała Montgomery, „Jak interpretujesz Wielki Nakaz Misyjny?” On natychmiast odpowiedział, „Tego się nie interpretuje, to się wykonuje.”

W demokracji człowiek ma wybór i mimo to jest w porządku. W wojsku nie ma wyboru. Jesteśmy żołnierzami w armii Boga. Nie jesteśmy zmobilizowani, ale kiedy dołączyliśmy do armii, jesteśmy pod rozkazami. Jak szybko rzeczy uległy zmianie. Po Pearl Harbor przyłączyłem się do Piechoty Morskiej. Po złożeniu przysięgi wszystko się zmieniło. Wcześniej byli takimi fajnymi ludźmi. Dali mi kupon, abym dostał coś do jedzenia. Traktowali mnie wspaniale. Ale w momencie, kiedy złożyłem przysięgę, wszystko się zmieniło. Komendant dokonujący rekrutacji powiedział mi, że może mój ojciec mógł mnie spłodzić, a moja matka mogła mnie urodzić, ale Wujek Sam właśnie mnie kupił. Już nie należę do samego siebie.

Cała Biblia odnosi się do żołnierzy. Jesteśmy w stanie wojny; piekło jest zdecydowane na zniszczenie i jedyna nadzieja dla kościoła, to być duchowym wojownikiem. Niech kościół będzie kościołem, a zdobędzie uwagę świata. Ludzie słuchają tego, czego się  boją. Kościół jest na ziemi pod rozkazami. Nie jesteśmy z tego świata, ale jesteśmy tu, aby założyć przyczółek. Gdziekolwiek powstaje kościół, ustanowione są granice królestwa Bożego. Jezus powiedział, „A ja przekazuję wam królestwo, jak i mnie Ojciec mój przekazał.” Nie inne królestwo. Kiedy ogłaszamy królestwo Boże, zakładając tam kościół, całe piekło szaleje.

Nic dziwnego, że świat nienawidził Pawła, Piotra, Jakuba i Jana. Swoją obecnością mówili, że to już nie jest terytorium diabła - to jest królestwo Boże. Nie jesteśmy dzikimi lokatorami, „ziemia jest Pańska.” Tania chwała sprzedawana na targowiskach religii jest hańbą dla Boga i Jego królestwa. Ludziom się mówi, „Jeżeli masz problemy, jesteś poza wolą Bożą.” Prawda jest taka, że „Jeżeli nie masz problemów, nie trafiłeś do Królestwa.” Jeżeli diabeł do ciebie strzela, musi to oznaczać, że stanowisz dla niego zagrożenie. Niech kościół wstanie i powie diabłu, przyszliśmy odebrać to, co oddał Adam. Będziemy walczyć z tobą na targowiskach, będziemy walczyć z tobą na ulicach, będziemy walczyć z tobą w kościele i w naszych szkołach. Piekło będzie się odgrywać.

Nie mylmy się. Kiedy człowiek Boży powstaje i ogłasza, że kościół będzie kościołem i posyła wiadomość diabłu, że przyszedł odebrać mu terytorium, całe piekło będzie się odgrywać. Naród, który zapomina o Bogu, zamieni się w piekło. To nie znaczy, że naród będzie wrzucony do jeziora ognistego. Oznacza, że jeżeli zmienia się natura, staje się ona piekłem. Kto może wątpić, że jest to prawdziwe w Ameryce. Kościół jest powołany przez Boga, aby to zmienić. „Wytrzymaj trudności...” Nie pozwól, aby ta miękka religia mówiła ci, że nie spotkasz diabła. On jest pokonany, ale jego porażka musi być mu narzucona.

Proponuję trzy rzeczy, które tworzą żołnierza. Sugeruję też  trzy rzeczy, których możesz się spodziewać, jeżeli jesteś żołnierzem: Wierność, Odwaga i Dyscyplina. Spójrzmy na tą pierwszą. „Musisz być wierny.” Bóg szuka wierności. Wiara w podstawowym znaczeniu oznacza, być wiernym Bogu w każdej okoliczności życia. Gdybym w czasie II Wojny Światowej został złapany w obozie wroga, byłbym zastrzelony za współpracowanie z nim. Wielu wyznających chrześcijaństwo bawi się ze światem, który jest wrogiem Boga. Świeckość to nie wygląd, ale bycie pod wpływem systemu. W Wietnamie widziałem młodych ludzi, którzy wyrośli na zielonoświątkowym polu, a mimo to w ciągu trzydziestu dni wróg zestrzelił ich moralnie. Ich problem polegał na tym, że wyrośli w tym, co przez swoje zachowanie powiedziało, że świat nie jest wrogiem, tylko źle pojmowanym przyjacielem. Nashville, Hollywood i Vegas śpiewały dla kościoła w niedzielę, a dla świata w poniedziałek. Nic dziwnego, że upadli.

Wierność, to oddanie dla sprawy. Żołnierz musi wierzyć, że cel jest większy, niż on sam. Oddajemy się temu, w co wierzymy. Psychiatra mówi, że jesteśmy produktem wydarzeń z naszej przeszłości. Prawda jest taka, że jesteśmy produktem naszej woli, a naszą wolą rządzi miłość lub jej brak. Byłem mężem jednej kobiety przez ponad 50 lat. Nigdy nie byłem jej niewierny. Przez trzy lata tego małżeństwa nie byłem chrześcijaninem. To moja miłość sprawiała, że byłem jej wierny. To nasza miłość do Boga sprawia, że jesteśmy wierni Bogu w każdej okoliczności. Kiedy dokonałeś wszystkiego, aby się ostać, Biblia mówi, ostań się.

W czasie wojny byłem dowódcą nad sekcją broni maszynowej. Na wyspie Pellielu duża część mojego batalionu została zabita lub ranna. Kiedy wróciliśmy do miejsca, gdzie obozowaliśmy, dano nam zastępców. Jednym z nich był młody żołnierz Piechoty Morskiej gdzieś z Alabamy. Poprzez tego młodego człowieka poznałem, kim jest chrześcijanin. Ja nie byłem chrześcijaninem, nie wiedziałem nic o Bogu. Znałem wielu ludzi, którzy twierdzili, że są chrześcijanami. Baptyści, Metodyści, i inni, chodzili do kościoła, kiedy tylko mieli możliwość, ale kiedy tylko skończyło się nabożeństwo, pili te same trunki, co ja. Wiedziałem, że jestem równie religijny, co oni. Kiedy przyszedł do mnie ten młody człowiek, w kieszonce swojej koszuli miał Nowy Testament. Po spotkaniu z nim przydzieliłem go do jego namiotu, a sam powróciłem do mojego. Nie byłem tam zbyt długo, aż przyszedł jeden człowiek z namiotu, do którego przydzieliłem tamtego młodego człowieka. Zapytał  mnie, „Sierżancie, co mamy zrobić z tym młodym człowiekiem, którego nam dałeś?” Powiedziałem, „Jak to, co macie z nim zrobić?” Powiedział, „On wszedł, przedstawił się, a potem pierwsza rzecz, jaką zrobił, to usiadł i zaczął czytać Biblię. Nie czytał na głos, ale kiedy zamknął Biblię obrócił się, uklęknął i zaczął się modlić. Można go teraz usłyszeć na zewnątrz namiotu. Proszę przyjść, posłuchać go. Co my mamy zrobić?” Powiedziałem mu, że nie mamy żadnych restrykcji, jeżeli chodzi o modlitwę. Nic nie mogę z tym zrobić.

Następnego dnia straciłem dosyć dużo pieniędzy grając w kości. Byłem zdenerwowany i kiedy odchodziłem, pod drzewem koksowym siedział ten młody człowiek i czytał Nowy Testament. Powiedziałem mu coś uszczypliwego, już nie pamiętam, co to było. Ale pamiętam, co on powiedział. Wstał z otwartym Nowym Testamentem w swojej ręce. Celowo zaznaczył wstążką miejsce, które czytał. Potem wsadził Biblię do kieszonki i bardzo ostrożnie zamknął tą kieszonkę. Potem położył palec na moim nosie  i powiedział, „Sierżancie, ani pan, ani Piechota Morska nie oddzieli mnie od miłości Bożej, która jest w Chrystusie.” Tego dnia spotkałem chrześcijańskiego żołnierza. On był wierny Chrystusowi. Ani ja, ani wojsko nie oddzieliłoby go od Chrystusa. Żołnierz musi być wierny.

Drugim atrybutem żołnierza jest odwaga. Musi być odważny. Odwaga rodzi się z przekonania. Jest różnica między baniem się, a byciem tchórzem. Z tchórzy nie ma żołnierzy. Trzeba więcej odwagi, żeby być prawym, niż żeby prowadzić wojnę. Na Pacyfiku spędziłem trochę ponad 30 miesięcy. Mieszkałem w lisich norach, jadłem czasami to, co mogłem znaleźć; żyliśmy jak zwierzęta. Nie wiedziałem, co zrobię, kiedy spotkam się z wrogiem. Mówię wam, bałem się, ale zostałem. Trzeba więcej odwagi, żeby wstać i powiedzieć temu światu, który oszalał, „Nie będę częścią tego systemu” niż trzeba mi było, żeby spędzić 30 miesięcy na Południowym Pacyfiku.

Wyrosłem w małej społeczności i moją największą obawą był strach, co zrobię w czasie bitwy. W drodze przez morze był młody człowiek, który przeszedł razem ze mną przez okres rekruta. Na ramieniu miał wytatuowaną trupią czaszkę, a pod tatuażem napisane były słowa, „śmierć przed hańbą.” Patrzyłem na niego i chciałem mieć taką odwagę. Kiedy widziałem go po raz ostatni, dowódca odczytywał jego wyrok, 20 lat w wojskowym więzieniu za dezercję w czasie ostrzału. Odwaga to coś więcej, niż tatuaż na ramieniu. Odwaga rodzi się z miłości.
           
Moja córka zawsze była moim oczkiem w głowie; światłem mojego życia. Ale ta dziewczyna zawsze się bała. W nocy musieliśmy włączać małą lampkę nocną. Nie była najodważniejszą duszą. Potem wyszła za mąż i przyszła inna moja dziewczynka, moja wnuczka. Kiedy dziecko się urodziło, jak większość dziewczyn wróciła z dzieckiem do domu do matki. Mieliśmy nabożeństwo w każdy wtorek i czwartek rano. Tego poranka zostawiliśmy ją w domu z dzieckiem. Kiedy byliśmy w kościele, dostaliśmy wiadomość. Jakiś człowiek pukał do drzwi. Moja córka wyjrzała przez okno i zobaczyła, że to ktoś nieznajomy, więc nie otworzyła. Kiedy nikt nie otworzył, ten człowiek przeszedł przez ulicę i obserwował dom. Moja córka cały czas go obserwuje. On doszedł do wniosku, że nikogo nie ma w domu, więc idzie na tył domu, wyważa drzwi do garażu i wchodzi. Kiedy przeszedł przez drzwi z garażu do kuchni, moja córka stała tam z magnum 357 i powiedziała, „Jeszcze jeden krok i nie żyjesz.” Co dało jej taką odwagę? Miłość 6-cio tygodniowego dziecka, które było za nią. To jest odwaga, która ostoi się w najgorszych okolicznościach. To miłość do Boga i jego celu daje nam odwagę w bitwie. Strać pierwszą miłość, a pójdziesz na kompromis w tym, w co wierzysz. To stało się z Piotrem, kiedy odszedł. Zaparł się Pana. Odwaga rodzi się z miłości.
           
Trzecią rzeczą wymaganą od żołnierza jest dyscyplina. Dyscyplina to irytujące słowo w tym pokoleniu. To jest nieokiełznany wiek. Rebelia się szerzy; każdy robi to, co jest właściwe w jego oczach. Paweł napisał, „Miłość Chrystusowa ogarnia mnie...”, czyli mnie dyscyplinuje. Duch Święty powiedział mu, wszędzie, gdzie pójdziesz będą cię więzić, będziesz bity i zakują cię w dyby. W obliczu tego wszystkiego, powiedział „miłość Chrystusowa dyscyplinuje mnie.” Dyscyplina jest tym, co pozwala odróżnić armię od tłumu.
          
Kiedy wstąpiłem do Piechoty Morskiej, dano mnie do obozu rekrutów na 12 tygodni. Umiałem strzelać z karabinu - myślałem, że jestem gotowy do wojny. Zamiast tego, przez 12 tygodni wszystko, co robiłem, to zbiórka!, rozejść się!, powstań!, padnij! Co my robimy? Powinienem być na wojnie, a jestem na placu koszarowym Robią ze mnie maszynę. Końcowym produktem jest natychmiastowe posłuszeństwo. Nie muszę myśleć o zwrocie w prawo czy w lewo, to jest to, czym się stałem.  Kiedy uderzyliśmy na pierwszą plażę wroga, opłaciło się. Kiedy weszliśmy na brzeg atakując, artyleria zaczęła ostrzeliwać tą plażę; bombowce nad głową siały śmierć i zniszczenie. Dowódca powiedział, „Padnij na pokład!” Każdego, kto spytał, „Co on powiedział”, nie ma tu dzisiaj, aby z tobą rozmawiać. Nauczyliśmy się natychmiastowego posłuszeństwa. O to chodzi w dyscyplinie. Dyscyplina, to cecha życia, która daje odwagę. Dyscyplina rodzi się z oddania. Oddanie czemuś innemu, niż Chrystusowi, przynosi strach i niepewność. Świat nigdy nie dał mi Chrystusa i nie może mi go odebrać. Możesz wziąć wszystko, co mam, ale nie możesz zabrać Chrystusa. Oddanie Chrystusowi przezwycięża strach. 
           
W końcu, trzy rzeczy, których możesz spodziewać się jako żołnierz: Trudności, okazji do walki i udziału w zwycięstwie. Możesz spodziewać się trudności. Nie słuchaj miłego głosu, który zaprzecza zmaganiom. Szkolenie jest ciężkie- jest intensywne. Musi wyeliminować tych niepożądanych. W koszarach rekrutów widziałem mężczyzn odsyłanych do domu, ponieważ nie wytrzymywali presji. Wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych. To próby życia determinują, czy będziesz częścią Bożego celu. Jesteś powołany wraz z nowym narodzeniem się, ale eliminowany przez próby i zmagania życia. To jest intensywne, długie, ale w końcu procentuje. 
           
Francuski brat odpowiedzialny za Szkołę Biblijną w Afryce zadał mi takie pytanie, „Co byś zrobił, gdybyś był odpowiedzialny za tą Szkołę Biblijną?” Moja odpowiedź brzmiała, „Wprowadziłbym taką dyscyplinę i taki plan, że jeżeli ktoś nie byłby powołany do tej szkoły, wróciłby do domu.” Na tym polega szkolenie rekrutów. Bóg czyni szkolenie tak intensywnym, że jeżeli nie może zrobić z ciebie żołnierza, testy cię wykluczą. Nie ma z ciebie dla Niego żadnego pożytku.
           
Słyszałem kiedyś kaznodzieję, który wyśmiewał Pawła, że nie chciał zabrać ze sobą Jana Marka. Paweł wziął go raz i zostawił go, chociaż go namawiano. Odmawiając zabrania go, Paweł mówi, będziesz musiał się sprawdzić, zanim znowu ze mną pójdziesz. Później wziął Jana Marka. Możesz się spodziewać trudności.
           
Po drugie, będziesz miał okazję walczyć. Żołnierze idą na wojnę; my jesteśmy na wojnie. Piekło chce cię z powrotem. Jeżeli można cię powalić, będziesz powalony. Niedługo po szkoleniu rekruckim wysłano nas do Guadalcanal, na pierwszy odwet na wroga. Spędziliśmy 33 miesiące na Pacyfiku. Żyliśmy jak zwierzęta, jedliśmy to, co zabraliśmy Japończykom; głównie głowy rybie i ryż. Jako, żołnierz możesz nie zawsze nocować w Hiltonie, lub jeść steka i pić soki. Żyłem, aby zobaczyć głoszoną Ewangelię, która czyni chrześcijaństwo luksusem; wiarę, która demonstruje się poprzez rzeczy, które masz. Co za tragedia. Dziewięćdziesiąt procent Oblubienicy nigdy nie miało bieżącej wody. Na wojnie dostawy mogą być mniejsze, niż wystarczające. 
           
Bunyan spędził 12 lat w więzieniu Bredford. Sporą część tego czasu w celi tak wąskiej, że nie mógł usiąść. Jego plecy ocierały się o ścianę znajdującą się za nim, a kolana o przednią ścianę. Ludzkie odchody rzadko kiedy były usuwane z celi. Opętany demonami ksiądz codziennie go karmił. Kiedy przynosił Bunyanowi pomyje zwane jedzeniem, mówił, „Jeżeli wyprzesz się tego, w co wierzysz i odrzucisz to, możesz wyjść.” Odpowiedź Bunyana była zawsze taka sama, „ Dlaczego miałbym chcieć wyjść? Wszędzie, gdzie jest Chrystus, jest dla mnie królestwo.”
           
Żołnierze nie są szkoleni na przyjęciach. Aby mieć żołnierza, potrzeba ognia. O Józefie w lochu więziennym słowo mówi, że „miecz przeszył jego duszę.” Spotkasz wrogów, będą ofiary. Bądź wierny, nie pokłoń się, a Bóg będzie z tobą. Troje Hebrajskich dzieci odmówiło pokłonu i nigdy nie spłonęli. Ty też będziesz miał trudne chwile; będziesz miał okazję walczyć.
           
Po trzecie, będziesz częścią największego zwycięstwa, jakie kiedykolwiek znał świat. Próbowaliśmy zatrzymać młodych przyjęciami i zabawami. Miliony wydaliśmy na to, co nazywamy Ośrodkami Życia Rodzinnego, co jest niczym innym, niż miejscem rozrywki. Dla utrzymania młodych ludzi kościelne sale gimnastyczne stały się koniecznością dla współczesnego kościoła. Te świątynie przyjemności umniejszają Chrystusa. Kieszenie młodych ludzi powinniśmy napełnić traktatami i wysłać ich na frontowe linie walki. Kiedy Garibaldi przeszedł przez Włochy, znalazł we Florencji młodych ludzi stojących na rogach ulic o 2-ej nad ranem. Garibaldi powiedział, „Pójdźcie za mną.” Młodzież powiedziała, „Co będziemy z tego mieli?” Garibaldi odpowiedział, „Zimne, męczące noce, puste żołądki, krwawiące stopy i udział w największym zwycięstwie, jakie kiedykolwiek znał wasz naród.” Poszli za nim co do jednego.
           
Na początku II Wojny Światowej nie było planu powrotu do domu. Kiedy zostałeś wysłany za granicę, byłeś tam na czas trwania wojny. Po 33 miesiącach pierwsi żołnierze Piechoty Morskiej wrócili z Pellielu do naszego miejsca obozowania. Zaledwie 80 osób z mojego batalionu było w stanie wejść na pokład statku, kiedy opuszczaliśmy Pellielu. Kiedy przyjechaliśmy z powrotem na wyspy Palau odkryliśmy, że Kongres uchwalił prawo, dzięki któremu mogliśmy zdobyć wystarczająco dużo punktów, żeby wrócić do domu. Niedługo po tym, jak usadowiliśmy się w naszych namiotach, usłyszałem, jak jestem wywoływany, żeby przyjść do dowództwa. Kiedy zostaliśmy rozlokowani, rozpuścili wiadomość, że wracamy do domu. Powiedziano nam, żeby być w porcie o 8 rano. Byłem tam z moimi skromnymi pakunkami na długo przed ósmą. Wracałem do domu. 
           
Weszliśmy na pokład starego frachtowca, który został przekształcony w transportowiec. Wszystkie koje były pod pokładem. Było strasznie gorąco, Hades nie był dalej, niż na  10 stóp od tego miejsca. Na pokład weszło nas około dwudziestu i zaczęliśmy 28 dniową podróż do domu. Wyglądaliśmy jak włóczędzy. Spaleni na czarno przez słońce. Przez prawie 3 lata żyliśmy i walczyliśmy na południowym Pacyfiku, teraz jesteśmy w drodze do domu. Wyprałem starą parę spodni khaki, chustę polową i koszulę. Musieliśmy to wyprać w słonej wodzie. Jeżeli nigdy nie musiałeś robić prania w słonej wodzie, nie doświadczyłeś życia. Kiedy moje ubrania wyschły, położyłem je pod kojec i spałem na nich. Prasowałem ubrania, bo wracam do domu i chcę wyglądać jak najlepiej. 
           
Byliśmy na morzu dwadzieścia osiem dni. Nie widzieliśmy ani lądu, ani drzew. Dwudziestego ósmego dnia wyszedłem z dziury i prosto przed sobą zobaczyłem ląd. Powiedziałem do żeglarza na pokładzie, „co to jest?” On powiedział, „To jest Kalifornia.” Kalifornia wyglądała dla mnie jak Niebo. Kapitan mówił przez głośnik i powiedział nam, że żołnierze Piechoty Morskiej wracający do domu będą wysiadać jako pierwsi. Wszedłem pod pokład i jako Senior NCO powiedziałem żołnierzom, aby zebrali wszystkie swoje rzeczy i wyszli na pokład, że jako pierwsi wyjdziemy na brzeg. Założyłem garnitur, na którym spałem przez miesiąc. Nie uwierzycie, jaki był wymięty. Chusta polowa wyglądała jak sznurówka, ale to nie ma znaczenia. Wracam do domu. Kiedy statek wszedł do portu i spuścił pomost, oficer na pokładzie kazał nam wyjść. Odmaszerowaliśmy w szeregu. Kiedy doszliśmy do pomostu i zaczęliśmy schodzić, po mojej prawej znajdowała się duża orkiestra wojskowa. Kiedy zaczęliśmy schodzić, orkiestra zaczęła grać hymn Piechoty Morskiej. „Od hal Montezuma do brzegów Tripoli, będziemy walczyć za nasz kraj na lądzie i na morzu.” Szedłem wzdłuż pomostu i po ulicach tego miasta. Ludzie stali w rzędach, witając nas. Wróciłbym na ten statek, spędziłbym na wojnie następne 33 miesiące tylko dla zwycięstwa tej chwili. Chwała tej chwili sprawiła, że było warto.
           
Ponad czterdzieści pięć lat temu wszedłem na pokład statku o nazwie Syjon, zmierzającego do domu. W ciągu tych 45 lat, przepłynął przez wzburzone wody. Spałem w pomieszczeniach szkółki niedzielnej i jadłem resztki. Wielokrotnie nie miałem pieniędzy, aby wyżywić moją rodzinę. Spałem u fryzjera i głosiłem na darmo. Czasami wyglądało to tak, jakby stary statek miał sobie nie poradzić. Po 45 latach czuję, że spuści kotwicę w przystani Bożej. Pomost będzie zniżony. Kościół jest przygotowany, aby wysiąść na tych ulicach. Wszystko jest przygotowane. Powita nas chór. Dawid i muzyka Niebiańska powita nas w domu. Kiedy będziemy szli po ulicach ze złota, po obu ich stronach będą tysiące milionów aniołów, rząd przy rzędzie, witających nas w domu. Razem z Pawłem będziemy śpiewać, „Będzie warto, kiedy zobaczymy Chrystusa.” Wierność, odwaga i dyscyplina będzie cechować każdego, kto będzie w tym gronie.


dnia 02.08.2010 23:28 3916 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,606,719 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.