Błogosławieństwo mimo gorzkich wód (1 Mojż. 15,22-27)


Autor: Pastor Michał Hydzik

Etapy i doświadczenia naszego duchowego życia przypominają wędrówkę Izraela z Egiptu do Kanaanu. Izrael został wyprowadzony z Egiptu, który jest symbolem świata. My zostaliśmy wyprowadzeni z duchowego Egiptu (Kol. 1,13). Dla Izraelitów przełomowym momentem było przejście przez Morze Czerwone. Gdy przeprawili się na drugą stronę, faraon nie mógł już zawrócić ich z drogi, ale nie oznaczało to, że oni sami zostali pozbawieni możliwości powrotu. Wielokrotnie nawiedzała ich pokusa, aby zawrócić.

Kiedy przekroczymy nasze Morze Czerwone, które jest symbolem chrztu, wróg nie ma prawa zmusić nas do zawrócenia. Jeśli jednak ktoś wraca, co niestety się zdarza, to czyni tak wyłącznie na własne życzenie i z własnego wyboru. Skutki takiej nieodpowiedzialnej decyzji z reguły są tragiczne. Wróg, który kusi do powrotu, a potem wita z ukłonami, wkrótce jednak całą mocą swej nienawiści mści się za wcześniejszą zdradę. Nie dzieje się tak jak w przypadku syna marnotrawnego, którego powrót stał się okazją do świętowania i radości w całym domu i któremu jego odejście zostało nie tylko wybaczone, ale i zapomniane (Łk. 15,11-32). Niestety – ci, którzy wracają z powrotem do Egiptu, pod władzę duchowego faraona, nie uświadamiają sobie tej tragicznej rzeczywistości. Wielu ludzi zdecydowało się na ten nieodpowiedzialny czyn. Kiedy analizuję z perspektywy czasu ich decyzje, nasuwa mi się niestety bardzo smutna refleksja. Większość z nich już wkrótce wpadła w nałóg alkoholu, narkotyków, inni mają zrujnowane rodziny, jeszcze inni targnęli się na swoje życie. Decyzja o powrocie to wybór najgorszego zła, jakie tylko można sobie wyobrazić.

Czasem zastanawiam się, czy można coś zrobić, żeby przeciwdziałać takim postawom? Kiedyś każda zdrada napawała mnie ogromnym bólem i żalem, bo uświadamiałem sobie, jak straszną rzeczą jest uciekać spod Bożej ochrony, a wpadać w sidła diabelskie. Czytając jednak Boże Słowo, zostałem przez nie przekonany, że jest to niejako wkalkulowane w dramaty czasów ostatecznych. Apostoł Paweł w proroczej wizji, opisując cechy zdeprawowanej ludzkiej natury dni ostatecznych, używa słowa: "zdradzieccy" (2 Tym. 3,4). Nawet apostołowie nie potrafili zatrzymać tych, którzy bardziej umiłowali świat. Paweł z bólem wymienia niejakiego Demasa, który go opuścił, umiłowawszy świat (2 Tym. 4,10).

Wracając jednak do tych, którzy wiernie pozostają przy Panu i przemierzają kolejne etapy swojej pielgrzymki, należy zauważyć, że na drodze, po której kroczą, mogą ich spotykać trudne i niezrozumiałe przeżycia. Któregoś dnia zatrzymają się na przykład przy sadzawkach gorzkich wód. Skosztują, jak smakuje gorzka woda, doświadczą, co to znaczy gorycz rozstania, zranienia, a nawet niezrozumienia i odrzucenia. Czy to jest coś nienormalnego? Czy świadczy to o braku wiary? Czy jest to coś, czego być nie powinno? Nie sądzę. Gdyby to nie było konieczne, Wszechmogący nie pokierowałby przemarszem swego ludu w taki sposób, aby jednego dnia "przybyli do miejscowości Mara" (2 Mojż. 15,23). Pobytowi w tym właśnie miejscu, w tych szczególnych okolicznościach zawdzięczają jednak co najmniej dwa błogosławieństwa.

Przede wszystkim, po raz kolejny, ci, którzy byli wobec siebie szczerzy, mogli zauważyć, jak bardzo skorzy są do szemrania, narzekania i buntu. Innymi słowy – doszli do wniosku, że ich odrodzenie nie jest jeszcze dokończone, że stara natura ciągle jeszcze w nich tkwi, że muszą bardziej poddawać się Bogu, aby proces odnowy trwał. Bez tego incydentu prawdopodobnie nigdy by sobie tego nie uświadomili i trwaliby w fałszywym przekonaniu o swojej doskonałości. Jednak dzięki sadzawce gorzkich wód wyszła na jaw gorzka prawda o ich nie przemienionej naturze zrywająca jednocześnie maskę samozadowolenia. To właśnie tam, przy sadzawce gorzkich wód, mogli także usłyszeć o czymś, czego aż do tej pory nie byli świadomi: Bóg, który nad nimi czuwa, jest ich LEKARZEM. Znali już wiele Jego cech, ale tej nie znali. Dopiero tu, w tych dramatycznych okolicznościach, dowiedzieli się, że On panuje także nad chorobą. Podobne przeżycie mieli swego czasu uczniowie Pana Jezusa. Przez wiele miesięcy byli już z Nim. Oglądali cudowne pomnożenie chleba, uzdrowienia i wypędzanie demonów, ale dopiero burza na morzu sprawiła, że zdali sobie sprawę, iż i wiatr i morze też są Mu posłuszne.

Można by teraz wysnuć fałszywy wniosek: obie grupy dzielą ten sam los. Tak jednak nie jest, różnica jest zasadnicza: "odstępcy" cierpią z własnego wyboru i na własną szkodę, natomiast ludzi wiernych Bogu spotykają doświadczenia z woli Boga dla ich dobra, wzmocnienia wiary i przemiany charakteru (5 Mojż. 8,2.16; Rzym. 8,28; Jak. 1,2; 1 P. 1,6-7).


dnia 17.09.2009 16:07 2167 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,726,730 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.