Radmin

       Pragnę rozpocząć od mojego dzieciństwa i kilka słów powiedzieć o moim ojcu – tym ziemskim, fizycznym. Był dla mnie kimś wyjątkowym. Pamiętam jego powroty z pracy, gdy zatrzymywał się w bramie swoim junakiem i czekał, aż ja jego 3-letnia chluba, zbiegnę na dół i zasiądę przed nim na baku motoru i honorowo przejadę te 15 m, dzielące bramę naszej kamienicy od garażu. Pamiętam też nasze niekończące się rozmowy, wspólne wyprawy na ryby, pamiętam jak razem majsterkowaliśmy, gdy byłem ciut starszy, naprawialiśmy samochód. Byliśmy nierozłączni. Ja byłem dla niego najważniejszy na świecie, a on dla mnie. Wspaniały człowiek i ojciec, takiego ojca tu na ziemi, życzyłbym każdemu dziecku.
       Rok 1979, ponury, wiosenny poranek, wezwany do taty lekarz pogotowia, wychodzi z pokoju i oznajmia, że mój ojciec nie żyje! W tym momencie świat przestał dla mnie istnieć! Miałem prawie 10 lat, poczułem, że straciłem wszystko. Krzyczałem, klęcząc przed obrazem przedstawiającym ostatnią wieczerzę, że nie chcę żyć, że Bóg jest okrutny albo nie ma go wcale, że takiego Boga nie chcę znać! To był najstraszniejszy, najboleśniejszy dzień mojego życia. Był takim najgorszym dniem aż do 2005 r.
       Ale w międzyczasie wydarzyło się jeszcze bardzo wiele rzeczy. Zawiedziony przez życie, przez Boga, już jako nastoletni chłopak postanowiłem odbić to sobie i wieść żywot beztroski, czerpiąc z życia tyle ile się da. Trwało to długie lata. Taka hedonistyczna postawa doprowadziła do tego, że „udało mi się” złamać chyba wszystkie z 10 przykazań biblijnych i kilka paragrafów prawa. Ważny byłem tylko ja i moje osobiste zadowolenie, które czasem kosztowało innych wiele cierpienia – również moją żonę. Pustkę, którą odczuwałem próbowałem załatać alkoholem, znajomościami z kobietami, pogonią za pieniędzmi, oddawaniem się wszelkim możliwym uciechom. Bóg w tym wszystkim przewijał się sporadycznie i to nie jako postać, która była dla mnie istotna, a może bardziej jako temat do dyskusji, np. z członkami organizacji świadków, kiedy to mogłem oddawać się mojemu ulubionemu zajęciu, czyli ostrym polemikom ze wszystkim i wszystkimi.
        Pierwsze zwiastowanie, które miałem okazję słyszeć, miało miejsce ok. 1999 roku. Nasi wieloletni znajomi, których widywaliśmy raz na kilka, kilkanaście tygodni, w pewnym momencie zaczęli rozmawiać z nami o Bogu, o zbawieniu, Ewangelii. Widziałem, że zaczęło się z nimi dziać coś, czego nie potrafiłem do końca nazwać, coś co intrygowało o tyle, o ile dawało szansę przeżycia czegoś nowego. Wyczułem okazję do prowadzenia ciekawych dyskusji, ostrych polemik, sporów, co mnie zawsze bawiło. Nasze burzliwe spotkania odbywały się z różną częstotliwością (codziennie, raz w tygodniu, raz w miesiącu), przez 6 lat, doprowadzając często moją żonę do granic wytrzymałości. Powoli jednak zacząłem zauważać, że mój adwersarz wygrywa kolejne batalie. Jego argumenty są silniejsze, bardziej racjonalne, a wiedziałem, że wynika to ze znajomości Biblii. Postanowiłem oddać się lekturze tej „księgi”, aby znaleźć mocne kontrargumenty. Zacząłem czytać Biblię. Im bardziej zgłębiałem treść Słowa Bożego, tym mniejszą miałem ochotę do kontynuowania „kłótni” rozpoczętej kilka lat temu.
         25 lipca 2004, wieczór – noc. Leżałem na łóżku i rozmyślałem. Dotarło do mnie, że nie mam nic, że wszystko, czego dokonałem nie ma żadnego znaczenia. Tak naprawdę oglądając się wstecz, widzę tylko pustynię i chwasty niegodziwości. Wstałem i patrząc przez okno w niebo, zacząłem płakać, pierwszy raz po 25 latach. Wezbrała we mnie wielka gorycz porażki, łzy płynęły strumieniami, poczułem ogromną bezsilność i równocześnie nieodparte pragnienie zmiany. Chciałem krzyczeć, błagać o wybaczenie, prosić o tą zmianę, ale głos wiązł mi w gardle, jedyne co mogłem, to upaść na kolana i zanosić nieme błaganie o pomoc. Stanęły mi przed oczami obrazy z przeczytanych Ewangelii, zobaczyłem krzyż i przypomniałem sobie słowa, które Pan Jezus wypowiedział do łotra na krzyżu: „Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju.” Zrozumiałem, że i ja mogę, pomimo ogromu grzechów zostać zbawionym, bez uczynków, bez zasług, tak zwyczajnie, dotarło do mnie, że Pan moje winy wziął na siebie, a mnie łaską obdarzył. Coś we mnie pękło. Doznałem uczucia lekkości, poczułem iż moje winy zostały mi przebaczone. Żal i smutek, że ten krzyż to przeze mnie, ustąpiły miejsca niewysłowionej radości. Łzy szczęścia i modlitwa, trwały do świtu. Gdy nad ranem kładłem się spać, byłem zmęczony i radosny zarazem. Wiedziałem, że następny dzień będzie piękny, że teraz czas na nowe życie, a droga na którą wkroczyłem jest jedyną właściwą.
Niezwykłe wydarzenia, które później miały miejsce, doprowadziły mnie do Zboru. Tam odnalazłem wraz z moją rodziną miejsce, gdzie wspólnie mogliśmy oddawać naszemu Panu uwielbienie.
         Jednak niedługo po tych wspaniałych chwilach przyszły trudne doświadczenia. Było to krótko po nawróceniu, zdążyłem być ledwie kilkanaście razy na nabożeństwie w zborze. ...Świat się o mnie upominał. Moja przeszłość, spiętrzone problemy, z którymi nie mogłem się uporać, a które chciałem sam przezwyciężyć, budziły gniew, rozżalenie, gorycz  ... Wykorzystał to szatan zakradł się podstępnie i w tej chwili słabości, pobudził do złego, podsunął pokusę. Będąc tak bardzo niedoświadczonym, chciałem samodzielnie podjąć walkę, ale okazało się, że sam jestem za słaby. Wieczorem zamiast paść na kolana, pozwoliłem zapanować złości i rozgoryczeniu i sięgnąłem po szklaneczkę, papierosa - uległem, bo chciałem polegać sam na sobie! Rano obudziłem się i poczułem niepokój, który z każdą chwilą przeradzał się w coraz większe przerażenie! Poczułem bezgraniczną pustkę! Miałem wrażenie jakbym umarł! Chciałem krzyczeć, błagać, ale słowa uwięzły mi w gardle. Zostałem sam! Czy PAN mnie opuścił?! ... Nie, to ja odszedłem tak daleko, że straciłem go z oczu! Wreszcie padłem na kolana i zawołałem: PANIE gdzie jesteś?! ON był, czekał na mnie, czekał aż się opamiętam, przygarnął swoją miłością, przytulił i dał po raz kolejny ukojenie głupcowi jakim byłem.
         Tak, wtedy to właśnie przeżyłem najstraszniejszą chwilę w moim życiu. Ból i rozpacz po stracie ziemskiego ojca, były niczym w porównaniu z oddzieleniem od naszego Ojca w Niebie, które poczułem. Tamta strata była niczym w porównaniu z tą pustką i beznadzieją. Wtedy też uświadomiłem sobie, o ileż bardziej boleśnie przeżył to odłączenie od Ojca nasz Pan - Jezus Chrystus, tam na górze Golgoty, gdy wołał: Eli, Eli, lama sabachtani i skonał za mnie, za Ciebie, za nas! Moje przeżycie nie jest nawet namiastką tego, co ON przeżył! Jego czystość, odwieczna jedność z Ojcem zostały złożone w ofierze za mnie! To niepojęty dar, niezrównany, bezcenny! Możemy go przyjąć tylko jako akt łaski, zasłużyć na niego nie można w żaden sposób, ale powinniśmy dziękować za to Bogu, wiernie mu służyć i naśladować naszego Zbawiciela, trwać zawsze w nim jak ta latorośl w krzewie winnym i owocować. A świadectwem tego, iż jego uczniami jesteśmy, powinny być właśnie owoce naszego życia, naszej wiary.
        To zdarzenie było wielkim przełomem, zamknęło pewien etap mojego życia i otworzyło zupełnie nowy rozdział. Dzisiaj raduję się i świętuję, bo PAN jest ze mną, a ja jestem w NIM! PAN objawił mi i pobudził mnie do tego, że pragnę całym sercem, żyć tak, aby wydawać mojemu Panu plon, który jest, miły jego sercu. Tamto życie poszło w zapomnienie, dzisiaj patrzę z ufnością przed siebie, a każdy dzień witam z nadzieją, że będzie lepszy, bardziej miły mojemu Bogu. Każdy z nas, każdego dnia powinien myśleć, jakie owoce niesie naszemu Panu. Dziękuję BOGU za każdą chwilę tego nowego życia, pragnąc Mu służyć ze wszystkich sił, opowiadając tym, którzy jeszcze poszukują, że wszystko jest w Nim. Chwała niech będzie Jezusowi Chrystusowi, Amen.
                                                                         Radmin


dnia 21.06.2006 11:42 1972 czytań · Drukuj


Mp3 Player




Czy Polacy są tolerancyjni wobec innych wyznań

Tak

Nie

Nie mam zdania





Copyright Radmin© czerwiec 2006
Główna  Czytelnia  Biblia  Poezja  Zasady wiary  Dekalog  Słownik  Współpraca  Polityka prywatności  Kontakt

Prosimy o przestrzeganie praw autorskich. Przedruki dozwolone wyłącznie po uzyskaniu zgody Ewangelista.pl
Przedstawione materiały są zgodne z zasadami naszej wiary, nie jest to jednak jednoznaczne z pełnym poparciem prywatnych postaw i zasad wiary
poszczególnych autorów oraz prezentowanych przez nich poglądów.

PHP-Fusion PL

4,726,728 unikalnych wizyt od czerwca 2006

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.


Treść reklam nie zawsze pokrywa się z poglądami Redakcji.